niedziela, 14 października 2007

Po weekendzie

Wrocilam i oczywiscie zamiast zajac sie czyms pozytecznym i produktywnym zajelam sie internetem. I to bynajmniej nie w edukacyjnych, a blogowo-facebookowych celach. Zla Olga.

Na urodzinach u Jamesa bylo tak, jak byc powinno. Ludzie, ktorych znam, miejsce ktore znam, ciasto ktore lubie. Troszke to przypomina taki inny powrot do domu do domu, ktory nigdy nie byl domem, ale jest miejscem dobrym do powracania. Tak, jak bycie z Anita, Oscarem, Jamesem i spolka przypomina w pewnym sensie bycie z rodzina. Zupelnie nie-rodzinna rodzina, ale zawsze. Taka wybrana przez siebie i przypadek. A poza tym mlodsza siostra Jamesa, Charlotte, ma konia i dzisiaj rano pozwolono mi pojezdzic. No i byl przeprzyszny mus czekoladowy z marshmallowami. I dmuchany zamek. To byl swietny weekend.


"Economic Development" pana Todaro i pana Smitha lypie na mnie groznie z drugiego konca lozka. Chyba juz pojde. A swoja droga czy Todaro&Smith nie brzmi troszke jak spolka majaca w posiadaniu male krematorium na amerykanskiej prowincji? (a moze po prostu czytam za duzo Gaimana...)

2 komentarze:

Moony pisze...

Mnie tez się Todaro&Smith skojarzylo z domem pogrzebowym :B Musimy zdecydowanie ograniczyc Gaimana ^^

Mua

Book Addict pisze...

Chyba tez naleze do tych ludzi z dzwinymi skojarzeniami... od razu mialam przed oczyma scene z Amerykanskich Bogow z domem pogrzebowym. Bo to tam bylo, prawda?

:) powroty do mniejc, w ktorych spedzilo sie czesc zycia sa bardzo interesujace. kiedys cieszylas sie na mysl o wyjezdzie i powrocie do domu:)

buzi