niedziela, 28 października 2012

Czego mam a czego nie i dlaczego

Mam nowe biurko (a może to jest toaletka... więcej na niej lakierów do paznokci niż ołówków), nowy wok do chińskich nudli i porządek w szafie. Chyba miałam weekend. Wypakowałam też wszystkie zimowe ciuchy, schowałam wszystkie sukienki letnie i po raz pierwszy miałam ubrane kozaki. Wynika z tego, że przyszła chyba zima.

Nie mam za to dyni, a zbliża się wielkimi krokami Halloween. Ten błąd trzeba będzie w ciągu najbliższych godzin naprawić. Wszystkie dynie jakie się ostatnio przewinęły przez moje skromne włości nie wytrzymały dłużej niż 48 godzin. Zaraz kończyły w curry albo w risotto. W mojej okolicy trudno jest być dynią, bo ja ze wszystkich warzyw jesienią jestem najbardziej dynio-żercą. Chociaż bakłażany też powinny się trzymać pod koniec swojego sezonu z dala ode mnie.

Miałam też bilety na Muse, ale już nie mam bo mi oderwali od nich połowę i w zamian za to dali dwie godziny z Mattem Bellamy i kolegami. Chłopcy dali czadu tak, jak tylko chłopcy z Devon potrafią. A ja wiem, co mówię, bo znam chłopców z Devon.

Na koniec będzie ciasto marchewkowe mojego autorstwa. Pierwsze w życiu. Są w nim nawet orzechy, bo miłość nie zna granic. Jak miały być orzechy to dałam orzechy.

Carrot Cake

Brak komentarzy: