niedziela, 19 sierpnia 2012

Telewizja umiera i reklamowa ruletka

We wrześniu minie osiem lat odkąd nie oglądam telewizji w żaden regularny sposób.

Kiedy byłam mała miałam w pokoju dębowy parkiet, wielką skrzynię, ogromne okna, żółte ściany, siostrę i telewizor (najpierw mały, potem większy). W nowym (starym) domu miałam parkiet przemysłowy, piękne biurko, ogromne okno, fioletowe ściany (za ścianą siostrę) i ani jednego telewizora. Telewizor był na dole, za każdym razem większy od poprzedniego. Potem zamieniłam to wszystko na ciasne, zabytkowe wnętrza szkoły z internatem i telewizor był wspólny i prawie nigdy nie używany. 

Zamiast oglądać telwizję obejrzeliśmy wszystkie smutne filmy świata - od "The Doors" przez "Listę Schindlera" po "Apocalypse Now". Siedzieliśmy godzinami w pubach, graliśmy w gry planszowe i słuchaliśmy w kółko Floydów, przerywając ich czasem na Muse. A jeśli pogoda sprzyjała robiliśmy nielegalne ogniska na pobliskiej łące. Telewizji nam raczej nie brakowało. 
Na studiach oszczędzaliśmy i telewizora nie było ze względu na okrojony studencki budżet. Ja głosowałam przeciw kupnie i chude portfele współlokatorek zagłosowały ze mną.  

Ostatnio jednak wypłynęłam ze świata studenckiego i zaczęłam to, co niektórzy nazywają "prawdziwym życiem" (ewentualnie: "teraz to dopiero zobaczymy") i okazuje się, że nieposiadanie telewizji jest pewnym kuriozum. Ludzie o telewizji rozmawiają, ludzie telewizję oglądają. Odwiedzeni niedawno znajomi totalnie mnie zszokowali siadając ze śniadaniem przed telewizorem. Nie w żadnym konkretnym celu, ale żeby poprzerzucać do śniadania kanały! Zresztą - co może telewizja oferować w porze śniadania?

I tu dochodzimy do sedna. Mam wrażenie, że telewizja ma dla mnie bardzo mało do zaoferowania. No, może poza reklamami...

Przewrotnie w telewizji lubię reklamy. Po ośmiu latach telewizyjnej pustki lubię przyjechać do domu i po wiadomościach (które mnie cieszą w telewizji są regularnością) uwielbiam ku niesłabnącemu zdumieniu mojej rodziny obejrzeć wszyskie reklamy. Reklamy są na pewno większym nośnikiem informacji o współczenej kulturze niż wsztskie iXfaktory razem wzięte. Poza tym wszystkie złe reklamy warte są przeczekania dla tych pojedynczych dobrych. Pamiętacie reklamy Frugo w latach 90-tych? To były czasy! Albo weźmy takie "kopytko" Plusa (właściwie Mumio). Kopytko było kultowe, a ja je przegapiłam. Gdyby nie internet, pewnie w ogóle nie wiedziałabym o co chodzi. Chociaż w tym przypadku, to chyba nikt nie wiedział. Ale wszyscy byli "kopytka" świadomi. Nic takich powodowało takich radosnych rozmów jak Mumio w reklamie. Co tam wiadomości, to tam BigBrothery - w towarzystwie liczyło się kopytko.

Nie wiem jak mają się reklamy w czasach internetu. Osobiście wyłączyłam je już dawno temu i mi nie wyskakują nagle zewsząd. I chyba się o nich aż tylko nie dyskutuje. Kto wie - może w przyszłości reklamy będą od reszty mediów wydzielone. Telewizory będziemy sprzedawać jako sprzęt do oglądania reklam. Tych dobrych i tych złych. Reklamowa Ruletka.

Na koniec Bristol znowu, ponieważ wciąż nie nadrobiłam fotograficznych zaległości z reszty tygodnia:

Bristol

2 komentarze:

Limonka pisze...

Odwyk telewizyjny wcale nie jest taki bolesny. Nagle okazuje się, że są książki, muzyka i szeroki świat. Nie jestem przeciwnikiem TV. Wszystko powinno być w rozsądnych ilościach. A telewizor w domu nie musi być przekaźnikiem papki. Może być po prostu ekranem.

MidnightCookie pisze...

Wlasnie! Papce w telewizji mowimy stanowcze NIE! Ale juz reklamom i TV jako ekranowi zdecydowane TAK.