czwartek, 10 marca 2011

O mitach zwiazanych z czytaniem i Wyzwanie 2010.

Wlasnie probuje sobie przypomniec jakie ksiazki przeczytalam odkad w zeszlym roku wprowadzilam w zycie swoje pierwsze Postanowienie Noworoczne, czyli tzw. osobisty challenge. Jesli macie przyjemnosc obcowac ze mna osobiscie (mniej lub bardziej) to wiecie, ze irytuje mnie lenistwo i stwierdzenia w stylu "Czytalbym ksiazki gdybym mial wiecej czasu". Albo pytania z kategorii: "Jak Ty to robisz ze masz czas na czytanie beletrystyki/dla przyjemnosci?". I moj ulubiony: "Marzy mi sie miec czas zeby znow czytac ksiazki". Osobiscie nie wierze, ze ktokolwiek, kto naprawde lubi (nie wspominajac o kochaniu!) czytac nie ma na to czasu. Jesli ksiazki sa dla Ciebie na tyle wazne, zeby "marzyc" o ich czytaniu, to znajdziesz na to czas. To jest proste marzenie i tak latwo je wprowadzic w zycie, ze oszustow-autorow tego typu tekstow mam ochote zaraz poinformowac o tym, gdzie jest najblizsza biblioteka. Ale w koncu to nie dostepnosc ksiazek, a cenny czas jest tu przeszkoda. Dla tych tez mam odpowiedz - dobra organizacja zycia. Wierzcie mi - stare powiedzonko, ze "dla chcacego nic trudnego" naprawde sprawdza sie jesli chodzi o aktywnosc tak nieskomplikowana jak czytanie ksiazek.

Rok temu w styczniu po kilku sytuacjach podobnych to opisanych powyzej postanowilam sprawdzic sama siebie i moje czytelnictwo. Wiem, ze sa momenty kiedy czytam mniej - duzo researchu do esejow mnie rozleniwia i nie lubie patrzec na litery jeszcze "po godzinach". Ale juz matura czy sesja to byly dla mnie momenty wzmozonej aktywnosci czytelniczej. "Neverwhere" Gaimana to bylo to, co utrzymalo mnie przy zyciu w czasie powtorki z historii. A "Shutter Island" Lehane'a dawalo mi cos innego i swiezego do rozwazania w czasie desperackich prob ratowania planety na mature z Ekosystemow. W zeszlym roku postanowilam jednak zobaczyc czy jestem w stanie czytac przynajmniej jedna ksiazke w miesiacu. Warunek byl jeden - cale moje normalne zycie ma pozostac takie jak bylo - challenge ma przejsc niezauwazony przez moje otoczenie. Po roku wciaz mam miec znajomych i chodzic z nimi na imprezy. Ksiazki nie mialy tez zabic mojego zwiazku ani w zaden sposob wplynac na zaniedbanie Guru (Guru by sie szybko upomnialo). Mialam tez utrzymac poziom osiagniec naukowych na tym samym poziomie. 
Po ponad roku trzymam sie dalej tej zasady. W kwietniu w zeszlym roku mialam pewne zalamanie i jeden tom Millenium Stiega Larssona skonczylam z opoznieniem, ale szybko to opoznienie nadrobilam. W czasie wakacji przeczytalam duzo ponad 1 ksiazke na miesiac. Znajomych wciaz mam, Guru nie czuje sie zaniedbane a moje oceny jesli juz to ... sie poprawily. Czyli moi drodzy da sie, wystarczy chciec. Ksiazke miec ze soba i przy mozliwej okazji i przede wszystkim ochocie wyciagac ja i czytac. Ja sie mam o tyle fajnie, ze telewizja nigdy mnie nie krecila, a gazet i magazynow nie czytam regularnie (z wyjatkiem Polityki), ale
nawet jesli ogladalabym House'a na Channel 4, to bylabym sie w stanie wyrobic. Ba! Nawet wiadomosci bym sobie wtedy wcisnela w plan zajec. Da sie.

Troche marudze ale to dlatego, ze wlasnie skonczylam czytac "Lollipop Shoes" Joanne Harris (w Polsce wydane jako "Rubinowe Czolenka") i juz przez ostatnie kilkadziesiat stron nie moglam sie doczekac nastepnej ksiazki na liscie do przeczytania - opowiadan Ishiguro. Trzeci dzien tylko o tym mysle w wolnych chwilach i to mnie sprowadzilo na manowce pytania "Dlaczego nie wszyscy ludzie czytaja ksiazki?". Osobiscie tym wszystkim ktorzy nie czytaja... wspolczuje. I siadam z herbata nad nowym Ishiguro.

Na koniec bedzie optymistyczny akcent w postaci drzewka o zachodzie slonca.



2 komentarze:

Fiolka pisze...

Oczywiście, że się da. Wszystko się da.

U mnie spadek po-czytalności występował zazwyczaj w sesji, ale zmieniło się to ostatnio, kiedy odkryłam JAK czytać jednocześnie podręcznik od historii i książkę dla przyjemności. ;)

Poza tym nigdy nie wyruszam z domu bez książki. Kiedy kupuję nowa torebkę podstawowym kryterium jest "Czy zmieści się w niej książka?". Czytam w najdziwniejszych miejscach świata. Opanowałam technikę czytania na stojąco w tramwaju w porannym tłumie.
Da się. Trzeba chcieć.

Aż też o tym napisze notkę, podzielę się doświadczeniem, a co.

Co zaś się tyczy statystyk, prowadzę roczne. Wyrabiam spokojnie około 50. Dane od 2008 roku.
I oprócz tego MAM życie osobiste. :D

MidnightCookie pisze...

No wlasnie - da sie spokojnie. I strasznie mnie cieszy ze niektorzy sie z tym zgadzaja. Ale my jestesmy dying kind, Fiolka. Niestety. Ja sie u nie probuje wywyzszac, ale wiekszosc spoleczenstwa dookola ksiazki zna tylko z ... przechodzenia obok empiku czy ksiegarni matras. A kojarza im sie z lekturami szkolnymi...