wtorek, 20 listopada 2007

Copacabana (niestety nie po raz ostatni)

Juz drugi dzien zyje na Twixach, Haribo i herbacie z mlekiem. Ciekawe kiedy moj uklad trawienny sie zbuntuje. Herbata z mlekiem mnie uspokaja, wiec potrzebuje po niej czekolady na dodanie energii (stad Twixy) przy pracy z trudnych warunkach za scena. Zbyt duzo energii tez jest niezdrowe, wiec potrzebuje herbaty z mlekiem dla uspokojenia. I tak cykl sie zamyka i trwa i trwa i trwa. Haribo wsuwam, bo daja je za darmo.
A cala ta niezdrowa dieta to wina nieszczesniej "Copacabany". Wczoraj spedzilam na probie 11 godzin z pol-godzinna przerwa. Nie mialam czasu nawet pomyslec o prawdziwym zyciu. (Czy ktos mi powie czy mamy juz nowy rzad? (nie, to wiem, bow stydem by bylo nie wiedziec) Ale jak sie miewa sprawa traktatu europejskiego? Jest? Nie ma? Wracamay do starej nazwy czy nowej? A co nowego w Iranie?)

Na pocieszenie mam koszulke z napisem "Stage Manager" na plecach i jak ja zakladam, to czuje sie bardzo wazna i mysle sobie, ze beze mnie nie mieliby wszyscy szans - to ja trzymam cale show w pieknych, zorganizowanych ramach. A wszystko tak naprawde dzieki Twixom.

2 komentarze:

Book Addict pisze...

Twixy wymiataja! :) tylko uwazaj, zeby nie wpasc w uzaleznienie:D:D

:*

Martyna Magdalena pisze...

kurde ,to jak juz tych haribo jesc nie mozesz, to zostaw troche dla mnie:)