czwartek, 27 września 2007

Az szkoda, ze nie moge tego napisac piorem

Mam najpiekniejsze pioro swiata. Nazywa sie Enchanted Garden i jest fioletowe. No i jest Watermanem oczywiscie. Jest zimne w dotyku i duzo ciezsze niz sie spodziewalam. Do niego mam czarny atrament.


Majac takie pioro zaraz czlowiekowi przerozne wielkie czyny, ktorych moze dokonac, na mysl przychodza. Az sie chce usiasc przed czysta kartka papieru i od reki wytworzyc jakis bestseller na miare Harry'ego Pottera (nawet nazwa piora sie wpisuje w konwencje). Albo chociaz jakis podniosly hymn lub sonet. Jeden przedmiot o takim ladunku estetyki jak moje pioro moze zmienic atmosfere w moim otoczeniu calkowicie. Nie wiem czy to zle, nie wiem czy to dobrze.

Poza tym niedziela coraz blizej. We shall see, we shall see. 3 tygodnie i wybory. Nastepne 4 i Mama przyjezdza. Kolejne 4 i do domu. Pozostaje tylko liczyc ze czas bedzie mijal mi szybko i przyjemnie. Jakos tak mnie nie napawa ten wyjazd przerazeniem. I to zle, bo moge sie pomylic calkowicie. Moze byc zupelnie inaczej niz mam nadzieje (i wyobrazenie) ze bedzie. Dobrze, ze Anita mnie odbiera z lotniska.

2 komentarze:

Moony pisze...

Podoba mi sie to pioro, ale niestety ja sie do pisania piorem nie nadaje. Robie same kleksy :P Jakby zrobili dlugopisy takie, to ja bardzo chetnie :D
To Ty tworz sonety i bestsellery, ja potem przyjde po autograf ^^

Mua

PS. Och, Ty jedziesz! Straszne! Moony sie przyzwyczail do Twojego towarzystwa. Co to bedzie?

Katarzyna pisze...

oooch, z tym piorem to rozumiem Cie doskonale - jest takie boskie ze ach, chcialoby sie przynajmniej caly pamietnik nim zapisac.

a na studiach bedzie fantastycznie - zobaczysz.