Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suspension bridge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suspension bridge. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lutego 2009

Popychanie z Mostow

Mam pms stulecia i chcialabym moc napisac, ze mowie Wam to w tajemnicy przed najblizszym otoczeniem. Niestety tym razem tajemnicy sie nie udalo dochowac i caly swiat wie. Albo powiedzialam (bo czulam ze zaraz wybuchne i musialam sie wytlumaczyc lub po wybuchu mialam wyrzuty sumienia i musialam sie wytlumaczyc) albo bylo to tak oczywiscte, ze otoczenie samo zgadlo. Madre to otoczenie.
Powtorze sie, ale swiat mnie musi kochac, skoro jeszcze nikt mnie nie zepchnal z najblizszego mostu. A jesli mnie nie kocha to jest na tyle rozsadny ze sie nie zbliza za bardzo.

Dzis weszlam w ostatnia faze i poryczalam sie ogladajac House'a. I House sie dawno skonczyl a ja siedzialam z chusteczkami i cale swoje zycie przeanalizowalam, z kazda minuta myslac ze zaraz sie odwodnie. Rozsadek (zwany w tym stanie potocznie hormonami) podpowiedzial mi, ze rozwiazaniem beda dobre lody czekoladowe i zjadlam pol kubelka... Dobrze, ze w kwestii jedzenia miewam bardzo rzadko wyrzuty sumienia, bo sama bym sie musiala zepchnac z mostu.

Byle do piatku.

(juz sam fakt, ze mialam ochote cos napisac i moze udalo mi sie wcisnac w to pisanie troszke autoironii jest dobry).

piątek, 15 lutego 2008

50 post - czyli cos cienko mi to idzie

Juz wypocilam z siebie 50 postow na tym wciaz dla mnie nowym blogu.

Cisza ostatnich dni spowodowalna byla stanem wrecz holenderskim, a przynajmniej w sensie geograficznym (czytaj: depresja). A nawet jesli nie bylo az tak podbramkowo, to znalazlam sie conajmniej na granicy belgijsko-holenderskiej (w ktoryms miejscu to na pewno pod poziomem morza). I tylko dzieki poszczegolnym osobistosciom udalo mi sie wczolgac spowrotem na rowniny emocjonalne. Tym oto bohaterom dziekuje - chociaz oni i tak wiedza, ze bez nich juz dawno Suspension Bridge bylby czasownikiem dokonanym, a nie trybem przypuszczajacym (czy tak, jak normalnie jest - poza sfera rozwazan wszelkich - nie tylko gramatycznych). Mam swoich wlasnych, dobrych Samarytan.

Jakies osiem minut spacerem przez akademik odbywa sie impreza walentynkowa. Jest nudna do tego stopnia, ze obrzydla mi juz czekoladowa fontanna. Jeszcze tam wroce, bo okolo 75% osob z ktorymi zamienilam kilka slow powiedzialo (bez mojej zachety) ze mam boskie/piekne/seksowne/fantastyczne/swietne/rewelacyje/itp buty. To warte wracania na impreze. I nie mowcie, ze czegos w tych butach nie ma. Nawet robiac zakupy w Auchan ludzie sie za moimi stopami odzianymi w te czerwone cuda odwracali. To kawal udanego zakupu przy ktorym beldna wszystkie inne odcienie czerwieni, kazda impreza staje sie ciekawsza, a kazdy dzien niskiej samooceny zmienia sie w choc troszke weselszy. Te buty to chodzacy samozachwyt i ucielesnienie stwierdzenia ze "Mody przemijaja. Styl jest wieczny."