Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

środa, 19 marca 2014

Obsesje i puryści

Czas na wyznanie.

Ostatnie kilka miesięcy miałam troszkę ograniczone możliwości fotograficzne. Potrzeba jest jednak matką innowacji albo przynajmniej siłą wypychającą nas poza naszą strefę codziennego komfortu. Brak możliwości przerabiania zdjęć na nowym komputerze spowodował spowolnienie twórcze i mimo, że chciałabym napisać, że to pociągnęło za sobą powrót do starych, dobrych czasów fotografii analogowej ... cóż... niestety. Prawie dwa lata temu ściągnęłam na telefon Instargam i używałam go z mniejszą i większą satysfakcją od czasu do czasu. Do czasu dosłownie bo w ciągu ostatnich kilku miesięcy telefon stał się najczęstszym sprzętem fotograficznym jaki mam przy sobie.

Bardzo chciałabym powiedzieć, że jestem purystą, że się nie zgadzam, i że kto to widział robić zdjęcia telefonem, ale niestety radość jaką przynosi mi Instagram zupełnie by temu przeczyła. Jeśli więc jeszcze się nie załapaliście, to natychmiast ruszajcie do App Store'a albo innych Play Store'ów na swoich telefonach i pstrykajcie do woli. Niech żyje Instagram!


(N.B. mój kochany Canon wciąż rządzi ponad wszystkimi narzędziami do fotografii)


czwartek, 9 stycznia 2014

niedziela, 25 stycznia 2009

Dla Moony'ego

Guru kombinuje i to kombinuje w dzinsach. Moony na razie lepszego zdjecia niestety nie mam. A to mi sie podoba ze wzgledu na to ile sie na nim dzieje. Jakies mlotki, jakas flaga, swiatla, zdjecia.
Zrobil OscillatingGibbon.

Mam Mozille Firefox i w ogole nie rozumiem co sie dzieje... Ale na razie ten ryzy lisek zgadl wszystkie adresy internetowe jakie chcialam odwiedzic.

Spedzam dzisiaj dzien ze soba. I z House'em. A potem moze jakies kino.


niedziela, 11 stycznia 2009

O tym i o tamtym, slowem miks

Mam cala sterte literatury (w szerokim tego slowa pojeciu) przy lozku:
- Tori Amos Comic Book Tatoo
- International Relations Theories
- Communist Manifesto
- Album Polska Ginaca
- 'Prezydenci' Longina Pastusiaka
- nowego, styczniowego KOTa

Świat krzyczy ze nie pisze eseju, choc wczoraj przyszla do mnie, stojac (stalam ja, nie ona) w kolejce po Wyborcza, inspiracja. Konflikt w Gazie i rezolucja ONZ zapalily ta lampke, ktorej mi od srody brakowalo. I jak przez 48 godzin nie umialam wybrac pytania na esej, tak stojac w tej nieszczesnej kolejce splynal na mnie nie tylko wybor pytania ale i caly motyw przewodni eseju. Tak mnie to zmeczylo, ze uznalam sobote jako dzien pelen pracy intelektualnej. Reszte dnia nie robilam juz nic. A teraz siedze i mysle od czego zaczac. Slowo 'globalizacja' powoduje ze mam ciarki obrzydzenia na plecach. Ile razy mozna dyskutowac o globalizacji? Co to zmienia? Ale jak mus, to mus. A pomysl na esej jest dobry. Zniszcze globalizacje, zniszcze ONZ (ktos sie tym powinien zajac), zniszcze 'pokoj na swiecie' wraz z rownioscia. Wszyscy jestesmy politycznymi egoistami i to wlasnie panstwo jest najwazniejsza jednostka na arenie miedzynarodowej. Nie ONZ, nie Unia Europejska, nie Oxfam i inne LiveAid. Sorry, Bono. Bez wsparcia konkretnych glow, konkretnych panstw nic nie zdzialamy. I o tym bedzie moj smutny esej.

Lolo byl dzis na spacerze na sniegu. Okazalo sie, ze tak naprawde nie jest norweskim lesnym. Jest chyba syjamskim dzunglowym, bo snieg mu nie przypadl do gustu. Juz nie mowiac o minusowej temperaturze.



I na koniec cos z zupelnie innej beczki - Chorzow troszke sentymantalny:

piątek, 29 lutego 2008

Lece, bo chce

I to tym razem naprawde, bo lece sobie jutro rano do Mediolanu. Dlaczego lece? Bo chce. Na ogolne pytanie "why?" odpowiadam "why not?". Moze i nie sa to wyzyny elokwencji, ale z drugiej storny nie widze powodu zeby nie leciec. W poniedzialek wracam. Miejmy nadzieje, ze naladowana energia sloneczna prosto z Wloch, z masa zdjec i pozytywnych wrazen i gotowa stawic czola kolejnym dwom esejom (w tym jednemu z ekonomii)

A na dokladke taka magia:


a teraz spac, bo Mediolan czeka!

środa, 31 października 2007

Chmury Bristolskie (zwane tez kartonowymi)



(skoczylam swoj pierwszy esej na studiach)
(a teraz wracam czytac o interwencji humanitarnej i Czerwonych Khmerach)


niedziela, 7 października 2007

Wiewiorki a aparaty.

Wielka Brytania to krolestwo wiewiorek. Kiedy my niczego nieswiadomi siedzimy sobie na lawkach w pieknych angielskich parkach, cieszac sie stuletnim krolewskim trawnikiem w otoczeniu wesolo biegajacych psow i rudych dzieci (niekoniecznie wlasnych), na szczytach drzew wiewiorki planuja trzecia inwazje na Anglie. Zeby byc oryginalne nie planuja do niej przyplynac, jak Wilhelm zdobywca, czy wyslac Messerschmitty, jak Hitler. One ja zdobeda od wewnatrz. Zpelzna z drzew udajac, ze chodzi o orzeszki i nawet sie nie obejrzymy a beda rzadzic panstwem brytyjskim. Serio.
Glowna cecha takiej wiewiorki angielskiej (lub zasiedzialej w Albionie) jest to zupelny brak strachu przed ludzmi. Do typowej wiewiorki mozna podejsc na odleglosc mniejsza niz dwa metry i ona nie ucieknie. Ale wiewiorka jako gryzon, jest zwierzatkiem ruchliwym. I tu pojawia sie problem - ja z ogromna ochota chcialabym uchwycic spiskowcow, orzeszko-zercow, ale zanim zdaze zlapac za aparat wiewiorka juz dawno mi sie przyjrzala, stwierdzila ze jej nie groze, zabrala swojego zoledzia i wkicala na szczyt drzewa do swoich wiewiorczych przyjaciol by dalej knuc inwazje. A poza tym moj aparat nie pojmuje pojecia "szybsza przeslona" w zestawieniu ze slowem "cien" lub "ciemnosc".
Wszystko, co udaje mi sie w zwiazku z tym udaje uchwycic przypomina wiec zielono-zloto-brazowe dzielo Jacksona Pollocka i trudno na nim odroznic drzewo od ziemi. A wszystko dlatego, ze uciekajaca wiewiorka mnie stresuje i staram sie byc szybsza od niej i od aparatu.

Podsumowujac - jest pelno wiewiorek, ale nie potrafie im zrobic zdjec, mimo ze mi sie podobaja.

Ilosc nieudanych prob sfotografowania wiewiorki: 4 (ale sie nie poddaje)