Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bristol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bristol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Listy (znowu), przeszlosci i przeszlosci

Ha, piekne czasy kiedy czlowiek pisal co mu umysl na palce spisywal. Nie ogladal sie na statystyki, nie ogladal sie na opinie publiczna, wszystko mial w glebokim powazaniu i jakos chyba mu sie udalo zyc w szczesliwosci i poczuciu codziennego spelnienia.

KIlka razy juz wspominalam, ze robie listy. Robie je odkad pamietam, zbieram informacje i wypisuje na kartkach, na komputerach, na tablicach, na umysle sobie je wypisuje. Najpierw je wymyslam, potem je spisuje, skreslam, porzadkuje i pisze raz jeszcze. Czasem nawet cos skreslam permanentnie. Im wiecej tych list robie tym bardziej zauwazylam, ze moje obecne poczucie spelnienia jest od list zalezne. Im wiecej punktow skresle z ciagle rosnacej listy "DO ZROBIENIA" - to jest ta zapakowana w wielka, czerwona teczke na koncu dnia, jak u ministra Rzadu Jej Krolewskiej Mosci - tym wieksze mam poczucie spelnienia w ciagu dnia. Kiedys wystarczylo ze posprzatalam na biurku i voila - zycie bylo uporzadkowane. Dzisiaj posprzatanie musi poczekac, bo spada na liscie ponizej 118 maili, list zakupow i towarzystkich zaleglosci do nadrobienia. Och, zabalaganione biurko, ktore wymienilam na toaletke z okazji rozpoczecia zycia zawodowego - wroc! Wszystko jest Ci wybaczone! 

Jutro na liscie mam tylko kilka punktow ale miedzy innymi jest tam "wielka zmiana". Brzmi dramatycznie ale prawdziwie - koniec projektu nad ktorym pracowalam ostatnie 18 miesiecy dla Unii Europejskiej zbliza sie wielkimi krokami a ja nie chce sie obudzic z reka w unijnej spluczce. Tak, jak w Komisji jest sezon spadochronowy (o tym na pewno powinnam napisac kiedys), tak ja sobie sama zafunduje spadochronik i miejmy nadzieje za kilka tygodni (a moze miesiecy) wyladuje gdzies, gdzie nie bede schowana na koncu korytarza i gdzie nikt nie bedzie kradl kapsulek na kawe (kazdy z nas ma swoje biurowe koszmary).

Na koniec zamiast patrzec w przyszlosc bedzie przeszlosc. Zdjecia maja to do siebie, ze zawsze jest na nich przeszlosc. Czasem calkiem dawna, czasem calkiem nowa ale zawsze byla. Moje zdjecia sa kilkoma przeszlosciami w tym samym czasie. Sa Bristolem przedwczoraj, ktory dla mnie jest Bristolem sprzed trzech lat, a ten jest Bristolem sprzed lat siedmiu. 




niedziela, 26 lutego 2012

Srednie metafory, male niedopowiedzenia i pozytywna konkluzja

Uzbrojona w Moscow Mule i Roberta Planta siadam, zeby cos tutaj napisac. Musze sama sobie udowodnic ze ciagle mam cos do powiedzenia i ze siedzenie pod skrzynka na listy (ta tradycyjna i ta cyfrowa) nie wypelnia calego mojego czasu. Sprawdzam poczte przynajmniej dwa razy dziennie a dzisiaj Guru spojrzal na mnie z politowaniem i z dobijajaca wrecz troska w glosie powiedzial: "Ale dzisiaj jest niedziela...". I co z tego, ze jest niedziela. Ja czekam na list z przesylka z Luksemburga. Albo Brukseli. Nie jestem kaprysna - wezme list z ktoregokolwiek z tych miejsc. Kazde jest mi mile i mile widziane. Co wiecej - nie czekam na konkretny list. Czekam juz na jakikolwiek. Im dluzej, tym nizsze mam standardy. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. A ja siedze pod skrzynka na listy.

Poza tym ostatnie dni spedzilam na kopaniu sie z koniem. Nie wiem czy koniem bylam ja, czy inny przyslowiowy kon. Natura konia jest zreszta niewazna. Dzisiaj przezylam katharsis (moze spadlam z konia?) i stwierdzilam, ze tego konkretnego ujezdzic sie nie da. Poza tym, co ja tym rodeo udowodnie? Lepiej wsiasc na swojego dobrze juz oswojonego konika. Wzielam sie wiec za ogladanie ksiazek Humming Birda. Jakos sobie trzeba to siedzenie pod skrzynka umilic. A nie, ze tylko siedze i mnoze problemy. Alan Rickman powiedzial kiedys, ze ma taki problem: martwi sie, kiedy sie nie martwi. Bo jak mozna sie nie martwic?! Jesli kiedys spotkam pana Rickmana na jakiejs ulicy w Londynie, to powiem mu, ze jest moim bogiem. I to nie dlatego, ze jest Glosem Boga. Jest moim bogiem, poniewaz Ma Racje. Racja jest domena bostw, dyktatorow, Taty i wszelkich podrobek wszystkich wyzej wymienionych. Alan Rickman Tata nie jest na pewno, nie widzialam zeby organizowal udawane wybory, wiec wniosek nasuwa sie sam... 

Strasznie duzo nastawialam pytan w tym poscie. I jeszcze wiecej niedopowiedzen, niedomowien i metafor. Na koniec bedzie nie metafora i nie pytanie, a stwierdzenie faktu. I ❤ Bristol. I wszystko jasne.

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Bristol Zoo!

Lew, prawie jak nasz Lolo
Czerwona Panda


I Lemury z oczami wielkimi jak Cicikowe


środa, 31 października 2007

Chmury Bristolskie (zwane tez kartonowymi)



(skoczylam swoj pierwszy esej na studiach)
(a teraz wracam czytac o interwencji humanitarnej i Czerwonych Khmerach)


sobota, 6 października 2007

Bristol ciagle nie-obejrzany

Zjadam dzisiejsze smutki czekolada.

Prawda jest taka, ze nie poznalam ani kawalka mojego nowego miasta w tym tygodniu. Niby bylam w centrum, wiem co gdzie jest, jak co znalezc i generalny obraz otoczenia mam juz dosyc poukladany w glowie. Ale nie mialam jeszcze czasu na samotny spacer oswajajacy nowe miejsca. Wiem, ze mam w okolicy dwa ladne, zielone miejsca, ale jeszcze sie blizej nie poznalismy. Jest tez kilka miejsc wartych uwiecznienia na zdjeciach, ale czas przeciekal i uciekal mi tak szybko, ze nie mialam za bardzo czasu. Nadrobie to jutro. Bo dzis pogoda nie ladna i oswajam raczej najblizsze otoczenie czyli pokoj.

Ciagle nie wiem czego, w ktorej szufladzie szukac. A mala ilosc szuflad ogranicza moja inwencje, mimo niewielkiej ilosci rzeczy w posiadaniu.

Mam na oknie orchidee.

Ten post w zamysle mial byc weselszy, ale jakis taki gorszy dzien mam dzisiaj, a poza tym pogoda jest wielce przecietnie-szara i nie nastraja zbyt wesolo. Moze po zajeciach z salsy bedzie lepiej.

środa, 3 października 2007

Bristol, dzien 3 i pol

Zyje, a jak zawsze to powtarzam, to jest na poczatku najwazniejsza informacja. Tyle rzeczy po drodze moze czlowieka rozlozyc albo fizycznie albo psychicznie, ze fakt iz mam ochote tu cos napisac powinien byc traktowany z najwyzszym podziwem. W koncu moglabym przeciez wpelznac do szafy i tam pozostac do bozego narodzenia (i czasem ta opcja wydaje sie dziwnie kuszaca).
Ogladam nawet Fakty, czyli wszystko jest w takiej normie w jakiej tylko na tak poczatkowym etapie byc moze. Nie jest zle.

Poczatki maja tendencje ku byciu trudnymi i chyba pozostaje mi tylko do tego przywyknac. Jestem osoba z natury malo towarzyska, wbrew wszelkim pozorom. Ludzi potrzebuje od czasu do czasu i swietnie potrafie zajac sie soba. Ale walcze z ochota zamkniecia sie w pokoju, zaciagniecia zaluzji i udawania ze mnie nie ma, bo to mi sie potem odplaci. Teraz bede towarzyska, to nie bede sie czula wyalienowana pozniej. O! To jest wlasnie to - nie czuje sie wyalienowana i nie-chciana. Czyli w ciagu ostatnich trzech lat zrobilam ogromne postepy. Badzcie dumni.

Poza tym chcialam zauwazyc z ostatni raz widzialam slonce przed rozpoczeciem ladowania w Bristolu... Witajcie w kraju ugruntowanej demokracji i szmacianej pogody, gdzie na ulicach widac pelno porzadnych samochodow, ludzie kupuja i czytaja ksiazki, a rzad nie rozpisuje nowych wyborow tylko dlatego ze tak mu sie wymyslilo.

Nie jest zle. O nie.