Wpadam od czasu do czasu w takie ciągi czytelnicze. Sporo lat temu (dokładnie dziewięć) obiecałam sobie, że żadna wymówka nie jest na tyle dobra żeby nie czytać książek. Postanowiłam wtedy, że choćby nie wiem co się działo jedną książkę w miesiącu przeczytam. Po roku sprawdzę jak mi idzie i zobaczę czy chcę to postanowienie utrzymać.
Nie oszukujmy się - dwanaście książek w roku to nie jest jakiś imponujący wynik. Chociaż według badań Biblioteki Narodowej w 2010 roku tylko 12% Polaków przeczytało więcej niż 6 książek w roku. Chyba muszę przeanalizować swoje standardy poziomu zaimponowania...
Imponujący czy nie, już dziewiąty rok czytam książki celowo i im starsza jestem tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że one są źródłem największej masy przemyśleń z mojej strony i przez to (miejmy nadzieję) dają jakąś nadzieję na rozwój intelektualny. W szkole czy na uczelni trudno nie czuć się pchanym do przodu intelektualnie, ale spróbujcie codziennie biegać za podpisami pod przetargami, odpisywać na maile z prośbą o udostępnienie sali konferencyjnej czy witać 200 osób na debacie o przyszłości Europy i stwierdzicie, że teraz będzie już tylko pod górkę. Tylko literatura może Was uratować! Ja jestem zresztą przekonana, że to Neil Gaiman i Joanne Harris mieli decydujący wpływ na to, że zachowałam zdrowie psychiczne w czasie matury.
W tym roku miałam styczność na razie z samymi książkami, które każdemu bym poleciła, więc podzielę się nimi i tutaj:
"Walc Pożegnalny" Milana Kundery. Jego "Nieznośna lekkość bytu" to chyba moja ulubiona książka. Ostatni Walc ulubiony nie jest, ale może dlatego, że dwa razy trudno prosić o arcydzieło. Jego historie są tylko wymówką do stawiania pytań o ludziach, o miłości, o życiu ogólem. Jak go nie lubić?
"Księga San Michele" Axela Munthe. Książka chyba najczęściej wspominana pod moim dachem. Piękna historia niesamowitego człowieka. Ilu z jego historii uwierzycie zależy od Was, ale jego przemyślenia (podobnie jak u Kundery) są szczere, trafne i zbyt często prawdziwe.
"Ciemno, prawie noc" Joanny Bator. Wydaje mi się, że to najlepsza Polska książka jaką czytałam, ale nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo więc zaproponujcie alternatywy. Troszkę dołująca, troszkę przerażająca, ale dająca masę nadzei. No i jak pięknie napisana! Aż bym się wybrała do ... Wałbrzycha.
Właśnie kończę "I góry odpowiedziały echem" Khaleda Hosseini'ego. To kolejna książka w tym roku, która przeszkadza mi w czytaniu Polityki, bo w autobusie zawsze sięgam najpierw po nią.
Dobrze, że następna na liście (już trochę nadgryziona) jest "Letters of Note" - listy zebrane przez Shauna Ushera na podstawie jego bloga o tym samym tytule - tej książki nie sposób nosić przy sobie. Jest za duża i za ciężka, a przede wszystkim zbyt pięknie wydana by zabierać ją gdziekolwiek poza bezpieczny dom i kanapę.
Ciekawe co jeszcze fajnego przeczytam w tym roku?
Na koniec dokładnie to samo co powyżej tylko w formie fotograficznej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiazki czytam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiazki czytam. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 marca 2014
wtorek, 7 lutego 2012
O ksiazkach przemyslenia
Guru dostal pelno ksiazek na Swieta i ja je pochlaniam w metrze. Najpierw niesmialo zapytalam czy moge wziac jedna (The Hare with Amber Eyes, E. de Waal). Po niej zrobilam sobie przerwe w kradziezy ksiazek i przeczytalam ksiazke uratowana z Oxfamu. Po osieroconej ksiazce (Do latarnii morskiej, V. Woolf) niestety wrocilam do domu z pracy i nie umialam znalezc niczego do czytania. A Swiateczny stosik ksiazek lezal kuszaco na biurku nie-moim. Walka z samym soba jest zawsze najtrudniejsza i ja lubie myslec o sobie, jako o osobie obdarzonej silna wola. Kazdy z nas ma jednak chwile zwiatpienia w siebie. Guru nie bylo, a ja mialam wizje wieczoru bez ksiazki. Nie czekalam az rozwiazanie samo przyjdzie, ale wzielam los we wlasne rece. Bez pytani i zbednych ceregieli wzielam sie za kolejna ksiazke z tych prezentowych. Ta ma 700 stron czyli jest szansa, ze nie polkne jej zbyt szybko.
Och jak ja lubie kiedy ksiazki maja wiecej niz 500 stron. Wiem wtedy, ze na dluzej mi starcza. Dlatego tak smutno bylo skonczyc Larssona, bo rzadko czyta sie cos dlugiego majac satysfakcjonujaca wizje, ze jest tego wiecej, a potem jeszcze wiecej. A potem zaczelam trzeci tom i musialam hamowac przy czytaniu i przypominac sobie, ze to jest ostatni tom i wiecej Larssonow juz nie ma. Tak samo z Wieza. I Potterem. Chociaz, nie zawsze takie cegly to dobra rzecz. Jeszcze nie doroslam do tego, zeby jesli zaczne ksiazke ja porzucic i czasem cierpie przez to katusze, jak wtedy kiedy czytalam "Shantaram". Coz, czasem trzeba za upor zaplacic.
Wiele mialam wyobrazen jak stolica wplynie na moje zycie, ale nie spodziewalam sie, ze Londyn da mi wiecej czasu do czytania ksiazek. Paradoks? Alez nie, moi drodzy. Codziennie spedzam okolo godziny czytajac i tylko czasem robie od tego wyjatek. Najmniej czytam w weekendy, chociaz moze tylko tak mi sie wydaje, bo nie czytam wtedy az tak regularnie. Rano wsiadam do metra, gdzie telefony nie dzialaja, internetu nie ma a wpasc na znajomego jest trudno bo malo co widac w tlumie. Mozna ukladac klocki, hodowac wkurzone ptaszki, czytac tabloidy a mozna tez czytac ksiazki. Najpierw mam 20 minut w jednym pociagu, a potem w drugim jeszcze jakies 10. Czasem szaleje i czytam jadac schodami na powierzchnie. Tyle slyszalam narzekania na metro, na rozmiary Londynu i czasy dojazdu a tu taka niespodzianka. Jasne, ze czasem zazdroszcze tym ogrzewanym przez wygodne siedzenia tylka jakie widze w tych Astonach czy innych Audi, ale jesli nie sluchaja audiobookow, to na co dzien bym tego nie zamienila. Zreszta audiobook to nie to samo, co 600 stron przed soba i zagapienie sie na stacji bo tak wciagnely nas losy glownego bohatera. Jesli lubicie czytac, to Londyn na pewno nie stanie Wam w tym na przeszkodzie.
Tylko, co ja bede czytac, jak stosik Guru sie wyczerpie? (wtedy pojde do Oxfamu zaadoptowac jakas sierote)
Na koniec wyjatkowo zdjecie pasujace do tematu. Szyld antykwariatu w Cambridge.
czwartek, 10 marca 2011
O mitach zwiazanych z czytaniem i Wyzwanie 2010.
Wlasnie probuje sobie przypomniec jakie ksiazki przeczytalam odkad w zeszlym roku wprowadzilam w zycie swoje pierwsze Postanowienie Noworoczne, czyli tzw. osobisty challenge. Jesli macie przyjemnosc obcowac ze mna osobiscie (mniej lub bardziej) to wiecie, ze irytuje mnie lenistwo i stwierdzenia w stylu "Czytalbym ksiazki gdybym mial wiecej czasu". Albo pytania z kategorii: "Jak Ty to robisz ze masz czas na czytanie beletrystyki/dla przyjemnosci?". I moj ulubiony: "Marzy mi sie miec czas zeby znow czytac ksiazki". Osobiscie nie wierze, ze ktokolwiek, kto naprawde lubi (nie wspominajac o kochaniu!) czytac nie ma na to czasu. Jesli ksiazki sa dla Ciebie na tyle wazne, zeby "marzyc" o ich czytaniu, to znajdziesz na to czas. To jest proste marzenie i tak latwo je wprowadzic w zycie, ze oszustow-autorow tego typu tekstow mam ochote zaraz poinformowac o tym, gdzie jest najblizsza biblioteka. Ale w koncu to nie dostepnosc ksiazek, a cenny czas jest tu przeszkoda. Dla tych tez mam odpowiedz - dobra organizacja zycia. Wierzcie mi - stare powiedzonko, ze "dla chcacego nic trudnego" naprawde sprawdza sie jesli chodzi o aktywnosc tak nieskomplikowana jak czytanie ksiazek.
Rok temu w styczniu po kilku sytuacjach podobnych to opisanych powyzej postanowilam sprawdzic sama siebie i moje czytelnictwo. Wiem, ze sa momenty kiedy czytam mniej - duzo researchu do esejow mnie rozleniwia i nie lubie patrzec na litery jeszcze "po godzinach". Ale juz matura czy sesja to byly dla mnie momenty wzmozonej aktywnosci czytelniczej. "Neverwhere" Gaimana to bylo to, co utrzymalo mnie przy zyciu w czasie powtorki z historii. A "Shutter Island" Lehane'a dawalo mi cos innego i swiezego do rozwazania w czasie desperackich prob ratowania planety na mature z Ekosystemow. W zeszlym roku postanowilam jednak zobaczyc czy jestem w stanie czytac przynajmniej jedna ksiazke w miesiacu. Warunek byl jeden - cale moje normalne zycie ma pozostac takie jak bylo - challenge ma przejsc niezauwazony przez moje otoczenie. Po roku wciaz mam miec znajomych i chodzic z nimi na imprezy. Ksiazki nie mialy tez zabic mojego zwiazku ani w zaden sposob wplynac na zaniedbanie Guru (Guru by sie szybko upomnialo). Mialam tez utrzymac poziom osiagniec naukowych na tym samym poziomie.
Po ponad roku trzymam sie dalej tej zasady. W kwietniu w zeszlym roku mialam pewne zalamanie i jeden tom Millenium Stiega Larssona skonczylam z opoznieniem, ale szybko to opoznienie nadrobilam. W czasie wakacji przeczytalam duzo ponad 1 ksiazke na miesiac. Znajomych wciaz mam, Guru nie czuje sie zaniedbane a moje oceny jesli juz to ... sie poprawily. Czyli moi drodzy da sie, wystarczy chciec. Ksiazke miec ze soba i przy mozliwej okazji i przede wszystkim ochocie wyciagac ja i czytac. Ja sie mam o tyle fajnie, ze telewizja nigdy mnie nie krecila, a gazet i magazynow nie czytam regularnie (z wyjatkiem Polityki), ale
nawet jesli ogladalabym House'a na Channel 4, to bylabym sie w stanie wyrobic. Ba! Nawet wiadomosci bym sobie wtedy wcisnela w plan zajec. Da sie.
nawet jesli ogladalabym House'a na Channel 4, to bylabym sie w stanie wyrobic. Ba! Nawet wiadomosci bym sobie wtedy wcisnela w plan zajec. Da sie.
Troche marudze ale to dlatego, ze wlasnie skonczylam czytac "Lollipop Shoes" Joanne Harris (w Polsce wydane jako "Rubinowe Czolenka") i juz przez ostatnie kilkadziesiat stron nie moglam sie doczekac nastepnej ksiazki na liscie do przeczytania - opowiadan Ishiguro. Trzeci dzien tylko o tym mysle w wolnych chwilach i to mnie sprowadzilo na manowce pytania "Dlaczego nie wszyscy ludzie czytaja ksiazki?". Osobiscie tym wszystkim ktorzy nie czytaja... wspolczuje. I siadam z herbata nad nowym Ishiguro.
Na koniec bedzie optymistyczny akcent w postaci drzewka o zachodzie slonca.
niedziela, 11 stycznia 2009
O tym i o tamtym, slowem miks
Mam cala sterte literatury (w szerokim tego slowa pojeciu) przy lozku:
- Tori Amos Comic Book Tatoo
- International Relations Theories
- Communist Manifesto
- Album Polska Ginaca
- 'Prezydenci' Longina Pastusiaka
- nowego, styczniowego KOTa
Świat krzyczy ze nie pisze eseju, choc wczoraj przyszla do mnie, stojac (stalam ja, nie ona) w kolejce po Wyborcza, inspiracja. Konflikt w Gazie i rezolucja ONZ zapalily ta lampke, ktorej mi od srody brakowalo. I jak przez 48 godzin nie umialam wybrac pytania na esej, tak stojac w tej nieszczesnej kolejce splynal na mnie nie tylko wybor pytania ale i caly motyw przewodni eseju. Tak mnie to zmeczylo, ze uznalam sobote jako dzien pelen pracy intelektualnej. Reszte dnia nie robilam juz nic. A teraz siedze i mysle od czego zaczac. Slowo 'globalizacja' powoduje ze mam ciarki obrzydzenia na plecach. Ile razy mozna dyskutowac o globalizacji? Co to zmienia? Ale jak mus, to mus. A pomysl na esej jest dobry. Zniszcze globalizacje, zniszcze ONZ (ktos sie tym powinien zajac), zniszcze 'pokoj na swiecie' wraz z rownioscia. Wszyscy jestesmy politycznymi egoistami i to wlasnie panstwo jest najwazniejsza jednostka na arenie miedzynarodowej. Nie ONZ, nie Unia Europejska, nie Oxfam i inne LiveAid. Sorry, Bono. Bez wsparcia konkretnych glow, konkretnych panstw nic nie zdzialamy. I o tym bedzie moj smutny esej.
Lolo byl dzis na spacerze na sniegu. Okazalo sie, ze tak naprawde nie jest norweskim lesnym. Jest chyba syjamskim dzunglowym, bo snieg mu nie przypadl do gustu. Juz nie mowiac o minusowej temperaturze.
I na koniec cos z zupelnie innej beczki - Chorzow troszke sentymantalny:
- Tori Amos Comic Book Tatoo
- International Relations Theories
- Communist Manifesto
- Album Polska Ginaca
- 'Prezydenci' Longina Pastusiaka
- nowego, styczniowego KOTa
Świat krzyczy ze nie pisze eseju, choc wczoraj przyszla do mnie, stojac (stalam ja, nie ona) w kolejce po Wyborcza, inspiracja. Konflikt w Gazie i rezolucja ONZ zapalily ta lampke, ktorej mi od srody brakowalo. I jak przez 48 godzin nie umialam wybrac pytania na esej, tak stojac w tej nieszczesnej kolejce splynal na mnie nie tylko wybor pytania ale i caly motyw przewodni eseju. Tak mnie to zmeczylo, ze uznalam sobote jako dzien pelen pracy intelektualnej. Reszte dnia nie robilam juz nic. A teraz siedze i mysle od czego zaczac. Slowo 'globalizacja' powoduje ze mam ciarki obrzydzenia na plecach. Ile razy mozna dyskutowac o globalizacji? Co to zmienia? Ale jak mus, to mus. A pomysl na esej jest dobry. Zniszcze globalizacje, zniszcze ONZ (ktos sie tym powinien zajac), zniszcze 'pokoj na swiecie' wraz z rownioscia. Wszyscy jestesmy politycznymi egoistami i to wlasnie panstwo jest najwazniejsza jednostka na arenie miedzynarodowej. Nie ONZ, nie Unia Europejska, nie Oxfam i inne LiveAid. Sorry, Bono. Bez wsparcia konkretnych glow, konkretnych panstw nic nie zdzialamy. I o tym bedzie moj smutny esej.
Lolo byl dzis na spacerze na sniegu. Okazalo sie, ze tak naprawde nie jest norweskim lesnym. Jest chyba syjamskim dzunglowym, bo snieg mu nie przypadl do gustu. Juz nie mowiac o minusowej temperaturze.
I na koniec cos z zupelnie innej beczki - Chorzow troszke sentymantalny:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

