poniedziałek, 20 października 2014

poniedziałek, 13 października 2014

Mea culpa czyli strach przed posiadaniem własnego zdania

Tak dobrze żarło a zdechło, jakby powiedział Dziadek. 399 postów a potem... martwa cisza. W ogóle w tym roku jakaś posucha blogowa. Jakby mi mózg obumarł i nie miał nic ciekawego do pomyślenia.

Winię siebie, ale współsprawcą jest życie zawodowe. Ciągle funkcjonwanie w warunkach kiedy każdy oryginalny pomysł, każde wyrażenie opinii, każdy argument (za czy przeciw - nie ma znaczenia) jest z góry skreślany. "No nie możemy tego opublikować/napisać/powiedzieć bo ktoś się obrazi/nasi szefowie zauważą/tabloidy nas wyśmieją/ktoś coś pomyśli. O nie! Ktoś pomyśli! Niech mnie ktoś przytrzyma bo w końcu komuś się dostanie. Takie dławienie opinii jest na dłuższą metę niezdrowe. Czy wszyscy sie muszą ze wszystkimi zgadzać?

Wygląda na to, że ludzie to właśnie lubią Podobno ilość prowadzonych rozmów maleje (pomimo ogromnego wzrostu popularności róznego rodzaju serwisów które mają kontakt ułatwiać). Podobno internet tylko nas utwierdza w naszych przekonaniach i otaczmy się w nim ludźmi podbnymi do siebie. Podobno przez to ludzie coraz mniej chcą publicznie wyrażać opinie, które wydają im się niepopularne wśród ogólu.

Ja tu nie mówię o homofobii, rasizmie czy zamiłowaniu do kupowania lalek i obcinania im palców (nie pytajcie skąd akurat to mi przyszło na myśl), ale o trywialnych róznicach - Ty głosujesz na PiS, ja na PO, czyli raczej nie mamy o czym dyskutować. No zaraz, zaraz. Jeśli nie my, to kto? Wyborca PiS z wyborcą PiS? Po to żeby się utwierdzić w swoich przekonaniach? Mnie nie jest poklask potrzebny. Bardziej są mi potrzebne cudze wątpliwości jeśli nie jestem w stanie wyprodukować własnych (chociaż wiszę kawę każdemu kto jest w stanie zadać więcej pytań niż ja - na jakikolwiek temat). Ale może wszystkim nam jest społeczna akceptacja potrzebna bardziej niż lubimy się sami przed sobą przyznać?

Żeby nie było tak górnolotnie, to powiem, że mam zmywarkę. Mówię to od czterech dni wszystkim którzy chcą słuchać. I wszystkim którzy nie chcą słuchać też mówię. A jeśli mi powiedzą, że zmywarka jest mniej ekologiczna niż zmywanie ręczne to im powiem, że miałam do wybory zmywarkę albo nielegelnaego rumuńskiego imigranta. Ciekawe jakie będą mieli miny.

Na koniec Czesio spi na tacy. Kupuje człowiek te drogie, puchate domki, wysila się z kocykami a okazuje sie, że najlepszym miejscem na drzemkę i tak jest prosta drewniana tacka wciąż czakająca na chwilę kiedy ją udekoruję.


czwartek, 10 lipca 2014

Mózg z Tesco w Matrixie

Kim właściwie jest Oliver Bonas? Jego sklepy powyskakiwały dookoła jak eksperci od piłki nożnej w czasie mundialu i dzisiaj rozpakowując przesyłkę udekorowaną jego imieniem po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że nie zadałam sobie trudu zajrzenia mu do życiorysu.

Mogłabym spokojnie przełaczyć na inne okno i wygooglować pana Bonasa (o ile taki istnieje) ale w pewnym sensie lubię ten krótki moment niewiedzy. Teraz wiedza jest troszkę jak papierowe talerze z Tesco. Idziesz po nią kiedy jej potrzebujesz (możesz dostać ją w różne wzorki i z różnych miejsc ale tak było zawsze), używasz do chwilowej potrzeby i potem wyrzucasz/porzucasz/recyclingujesz. Mało którą wiedzę trzyma się na stałe. Zawsze możemy sobie kupić w dowolnym momencie (Tesco jest otwarte "24h") nową wiedzę i już. Podobno kiedyś pralki kupowało się na dekady, a pierwsze telefony komórkowe działają do dziś. Pamiętam też czasy kiedy ciuchy z H&M wyglądały dobrze po jednym sezonie (wtedy jeszcze na metkach było czasem napisane Henney's). Nasuwa mi się tu przerwotny wniosek, że to wszystko z lenistwa. Z lenistwa i braku pragmatycznego myślenia. No i z kapitalizmu ale nad tym się dziś rozwodzić nie będziemy.

Łatwość z jaką dziś można dowiedzieć się kim jest Oliver Bonas jest podobna do łatwości zakupu pralki czy samochodu. Internet da Ci wszystko a w połączeniu z dobrą kombinacją słów kluczowych da Ci to, czego szukasz na przestrzeni sekund. Minut, jeśli przy okazji się rozproszysz jakimś głupim filmikiem na YouTubie albo nowym kocim memem. I sama wiedza, że wszystko jest tak łatwe do osiągnięcia (biografia Olivera B, nowy Whirlpool w łazience czy Land Rover w garażu) powoduje, że nie musimy ani się do tych zdobyczy przywiązywać (zawsze dostępne będą nowe) ani za bardzo śpieszyć z ich zdobyciem (no, chyba, że to nowy gadżet technologiczny - wtedy stoimi dniami w kolejce pod sklepem). Googlujemy Olivera Bonasa, czytamy kim jest i ... równie szybko zapominamy. 

Witamy w Matrixie. Nie musimy pana programować - sam pan wybierze pustkę w umyśle i wiedzę w telefonie.

To pisałam ja z telefonu.

Na koniec deszcz świeci w Londynie:



sobota, 24 maja 2014

Idźcie głosować

Anglia (Szkocja, Walia i Irlandia Północna) głosowała już w czwartek. Dziś głosują Czesi. Jutro TY czytelniku będziesz mieć szansę na zadecydowanie o przyszłości Europy. 

Chyba, że planujesz głosować na Korwina-Mikke. Dla Ciebie wybory są w poniedziałek*

Nie zmarnuj czytelniku tej szansy, bo następna dopiero za pięć lat. 

Chyba, że będziesz głosować na Korwina-Mikke i wtedy następnej nie będzie ("sztuczny, etatystyczno-fiskalno-ideologiczny twór" znany również jako Unia Europejska przestanie dzięki Korwinowi-Mikke istnieć). 

Zatem, dowody w dłoń i zmykać zakreślać krzyżyki.


--
*oczywiście wybory dla zwolenników Nowej Prawicy są tego samego dnia. Jeśli musicie, to proszę bardzo cała karta wyborcza jest Wasza. Możecie nawet narysować na niej tryumfalne opuszczanie Unii (w Anglii rysujemy premiera jak wiosłuje w kierunku Londynu z Brukseli)**

**rysowanie na karcie wyborczej unieważnia głos. Rysujecie swoje tryumfy na własną odpowiedzialność.

środa, 30 kwietnia 2014

Stany skupienia i listy wszelkie

Ze stanem skupienia i koncentracja jest tak, ze albo z wiekiem czlowiek traci zdolnosc do koncentrowania sie albo skupienie tez jest kwestia pracy i praktyki. Praktyka, jak wiadomo, czyni mistrza. 

Ze mnie moze zostac ewentualnie mistrz "Szkoda, ze nie ..." Szkoda, ze zdjec nie robie, bloga nie pisze, hiszpanskiego sie nie ucze tyle ile bym chciala, nie slucham nowej muzyki ze skupieniem, nie czytam kazdego numeru Polityki od deski do deski, nie mialam chwili zastanowic sie nad swoim Twitterem, nie usiadlam do matematyki z bardziej pozytywnym podjesciem, nie upieklam zadnego ciasta od tygodni, nie poswiecam Czesiowi wiecej czasu, nie poszlam tam, nie pojechalam tu, nie robie tego, nie robie tamtego. Lista jest wlasciwie jak lista rzeczy do zrobienia: niekonczaca sie.

Listy chyba w zyciu w ogole maja tak, ze sie nie koncza. Lista Trojki jest wieczna, moja lista zadan do zrobienia w pracy jest nieskonczona, moja lista rzeczy ktore chcialabym zrobic tez rosnie szybciej niz sie zmniejsza.

Moze te listy i stany skupienia sa polaczone? Gdybym potrafila sie skoncentrowac na matematyce to bym ja zrobila (i moglabym ja skreslic z listy), gdybym poswiecila konkretny czas na konkretne zadanie i skupila sie na nim w tym czasie to listy by sie zmniejszyly?

 Chcialabym powiedziec, ze walcze z materia, ale to tez nie tak - jestem obwarowana listami, kalendarzami, kolorowymi markerami i przypominaczami w telefonie. Mam wiecej tabelek w Excelu niz kazdy szanujacy sie humanista powinien, wiecej notatnikow niz bede w stanie w zyciu zapisac, wiec moje przygotowanie do tematu jest na najwyzszym poziomie. A listy rosna pomimo tego wszystkiego i jakby na zlosc wszystkim tym moim probom kolorowania notatek w zaleznosci od hierarchii waznosci.

Czy ktos nad tym kiedykolwiek zapanowal? Dajcie znac czy Wam sie udalo. Wszelkie porady mile widziane.

Na koniec bede ja w Brooklynie. To jak sie tam znalazlam jest historia na nastepny raz. Zdjecie by Charlie Clift bo moje zdjecia sa uwiezione na komputerze, ktorego nie umiem obslugiwac. Za mna most Brooklynski, przede mna woda, w mojej glowie pewnie lista rzeczy wciaz do obejrzenia.