Tak dobrze żarło a zdechło, jakby powiedział Dziadek. 399 postów a potem... martwa cisza. W ogóle w tym roku jakaś posucha blogowa. Jakby mi mózg obumarł i nie miał nic ciekawego do pomyślenia.
Winię siebie, ale współsprawcą jest życie zawodowe. Ciągle funkcjonwanie w warunkach kiedy każdy oryginalny pomysł, każde wyrażenie opinii, każdy argument (za czy przeciw - nie ma znaczenia) jest z góry skreślany. "No nie możemy tego opublikować/napisać/powiedzieć bo ktoś się obrazi/nasi szefowie zauważą/tabloidy nas wyśmieją/ktoś coś pomyśli. O nie! Ktoś pomyśli! Niech mnie ktoś przytrzyma bo w końcu komuś się dostanie. Takie dławienie opinii jest na dłuższą metę niezdrowe. Czy wszyscy sie muszą ze wszystkimi zgadzać?
Wygląda na to, że ludzie to właśnie lubią Podobno ilość prowadzonych rozmów maleje (pomimo ogromnego wzrostu popularności róznego rodzaju serwisów które mają kontakt ułatwiać). Podobno internet tylko nas utwierdza w naszych przekonaniach i otaczmy się w nim ludźmi podbnymi do siebie. Podobno przez to ludzie coraz mniej chcą publicznie wyrażać opinie, które wydają im się niepopularne wśród ogólu.
Ja tu nie mówię o homofobii, rasizmie czy zamiłowaniu do kupowania lalek i obcinania im palców (nie pytajcie skąd akurat to mi przyszło na myśl), ale o trywialnych róznicach - Ty głosujesz na PiS, ja na PO, czyli raczej nie mamy o czym dyskutować. No zaraz, zaraz. Jeśli nie my, to kto? Wyborca PiS z wyborcą PiS? Po to żeby się utwierdzić w swoich przekonaniach? Mnie nie jest poklask potrzebny. Bardziej są mi potrzebne cudze wątpliwości jeśli nie jestem w stanie wyprodukować własnych (chociaż wiszę kawę każdemu kto jest w stanie zadać więcej pytań niż ja - na jakikolwiek temat). Ale może wszystkim nam jest społeczna akceptacja potrzebna bardziej niż lubimy się sami przed sobą przyznać?
Żeby nie było tak górnolotnie, to powiem, że mam zmywarkę. Mówię to od czterech dni wszystkim którzy chcą słuchać. I wszystkim którzy nie chcą słuchać też mówię. A jeśli mi powiedzą, że zmywarka jest mniej ekologiczna niż zmywanie ręczne to im powiem, że miałam do wybory zmywarkę albo nielegelnaego rumuńskiego imigranta. Ciekawe jakie będą mieli miny.
Na koniec Czesio spi na tacy. Kupuje człowiek te drogie, puchate domki, wysila się z kocykami a okazuje sie, że najlepszym miejscem na drzemkę i tak jest prosta drewniana tacka wciąż czakająca na chwilę kiedy ją udekoruję.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyslen kilka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyslen kilka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 października 2014
czwartek, 13 marca 2014
Znikające samoloty, pokaźna cząsteczka i latarnik
Ile to już razy ogłaszałam porażkę blogową i mocne postanowienie poprawy? Mniej więcej taki ze mnie blogger, jak katolik - nieudany.
Nieważne - dzisiaj będzie update w starym stylu zlepku przemyśleń na różne tematy.
Temat pierwszy - świat zgubił w sobotę samolot. To spowodowało całą masę przemyśleń z mojej strony. Duża część z nich krążyła i krąży wokół bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym. Każdy lot to dla mnie powód do dumy: dałam radę bez załamania nerwowego. Udało mi się przeczytać dwie strony książki? Sukces na miarę skończonego maratonu! Wsadziłam słuchawki do uszu i przesłuchałam całą piosenkę bez sprawdzania dźwięku silników? Osiągnięcie na skalę sklonowania owcy Dolly! Zjadłam zrobioną przez Mamę kanapkę? Równie dobrze mogłabym wylądować na księżycu - duma byłaby podobna. Ale nie o tym miałam pisać. Samolot zgubił się prawie tydzień temu i ciągle nie ma po nim śladu. Patrzcie jaki wielki jest świat, skoro udało nam się zgubić 73.9 metrów i 330 ton (!!) samolotu. Ile musi na świecie być wody i ile jeszcze nie wiemy skoro zgubiliśmy coś takich rozmiarów i to na dodatek coś ciągle podłączonego do komunikacji z całą masą ludzi. Szuka tego samolotu ponad 40 statków, podobna liczba sprzętu powietrznego i bliżej niepoliczona ilość ludzi z całej Azji południowo-wschodniej. A na co dzień idziemy rano do pracy, robimy zakupy, i załatwiamy nasze sprawy tak, jakbyśmy już wszystko o wszystkim wiedzieli. Kto by pomyślał, że można zgubić samolot! I to na cały tydzień!
Druga sprawa jest taka, że podobno są na świecie cząsteczki które trzeba obrócić o więcej niż 360 stopni, żeby wyglądały tak samo jak w początkowym położeniu. Nie wiem, jak Wy się z tym czujecie, ale ja nieswojo. Szczególnie, że podobno ja składam się wyłącznie z takich cząsteczek. Jedyny sposób przeprowadzenia w tym kierunku eksperymentu to obracanie Cecila (zwanego potocznie Czesiem) jako przykładu cząsteczki. Niestety po 360 stopniach wygląda tak, jak przy stopniu zero. Podejrzewam, że może to mieć coś wspólnego z tym, że Czesiu jest raczej pokaźną cząsteczką, ale ta teoria pozostaje na razie niepotwierdzona.
Trzecie przemyślenie jest na temat wyborów do parlamentu europejskiego (wiem co myślicie: "Tylko nie to!", niestety obawiam się, że nigdy nie jeste dalej niż kilka minut myśli od wyborów). Wybory już za 69 dni w Anglii i 72 w Polsce. Lepiej żebyście poszli głosować, bo ostatna frekwencja 24,53% jest powodem do wstydu. Tutaj macie Latarnika Wyborczego jeśli nie macie pojęcia na kogo zagłosować.
Amen.
Na koniec niech będzie Czesiu Stardust - moja pokaźna cząsteczka z dwoma różnymi oczami. Mały Rebel, Rebel.
Nieważne - dzisiaj będzie update w starym stylu zlepku przemyśleń na różne tematy.
Temat pierwszy - świat zgubił w sobotę samolot. To spowodowało całą masę przemyśleń z mojej strony. Duża część z nich krążyła i krąży wokół bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym. Każdy lot to dla mnie powód do dumy: dałam radę bez załamania nerwowego. Udało mi się przeczytać dwie strony książki? Sukces na miarę skończonego maratonu! Wsadziłam słuchawki do uszu i przesłuchałam całą piosenkę bez sprawdzania dźwięku silników? Osiągnięcie na skalę sklonowania owcy Dolly! Zjadłam zrobioną przez Mamę kanapkę? Równie dobrze mogłabym wylądować na księżycu - duma byłaby podobna. Ale nie o tym miałam pisać. Samolot zgubił się prawie tydzień temu i ciągle nie ma po nim śladu. Patrzcie jaki wielki jest świat, skoro udało nam się zgubić 73.9 metrów i 330 ton (!!) samolotu. Ile musi na świecie być wody i ile jeszcze nie wiemy skoro zgubiliśmy coś takich rozmiarów i to na dodatek coś ciągle podłączonego do komunikacji z całą masą ludzi. Szuka tego samolotu ponad 40 statków, podobna liczba sprzętu powietrznego i bliżej niepoliczona ilość ludzi z całej Azji południowo-wschodniej. A na co dzień idziemy rano do pracy, robimy zakupy, i załatwiamy nasze sprawy tak, jakbyśmy już wszystko o wszystkim wiedzieli. Kto by pomyślał, że można zgubić samolot! I to na cały tydzień!
Druga sprawa jest taka, że podobno są na świecie cząsteczki które trzeba obrócić o więcej niż 360 stopni, żeby wyglądały tak samo jak w początkowym położeniu. Nie wiem, jak Wy się z tym czujecie, ale ja nieswojo. Szczególnie, że podobno ja składam się wyłącznie z takich cząsteczek. Jedyny sposób przeprowadzenia w tym kierunku eksperymentu to obracanie Cecila (zwanego potocznie Czesiem) jako przykładu cząsteczki. Niestety po 360 stopniach wygląda tak, jak przy stopniu zero. Podejrzewam, że może to mieć coś wspólnego z tym, że Czesiu jest raczej pokaźną cząsteczką, ale ta teoria pozostaje na razie niepotwierdzona.
Trzecie przemyślenie jest na temat wyborów do parlamentu europejskiego (wiem co myślicie: "Tylko nie to!", niestety obawiam się, że nigdy nie jeste dalej niż kilka minut myśli od wyborów). Wybory już za 69 dni w Anglii i 72 w Polsce. Lepiej żebyście poszli głosować, bo ostatna frekwencja 24,53% jest powodem do wstydu. Tutaj macie Latarnika Wyborczego jeśli nie macie pojęcia na kogo zagłosować.
Amen.
Na koniec niech będzie Czesiu Stardust - moja pokaźna cząsteczka z dwoma różnymi oczami. Mały Rebel, Rebel.
piątek, 20 kwietnia 2012
Dziela watpliwe i przemyslenia tez
Szal i wstyd na blogu. Czuje ze mam szum w glowie i to wcale nie od wina (ani innych babelkow) i nie od wszedobylskiego halasu wielkiego miasta. Szum mam i zamieszanie, bo tyle mi sie naklebilo przemyslen i refleksji na tematy przepastne. Czasem sie zastanawiam jakie pisalabym ksiazki gdybym byla pisarzem. Guru mowi, ze szkoda zeby niektore moje pomysly sie zmarnowaly i ze powinnam je spisywac. Personifikacja komorek nerwowych w moim wykonaniu podobno byla dobrym materialem na krotkie opowiadanie. Tyle, ze z moja wiedza o ukaldzie nerwowym poziom dydaktyczny tej ksiazeczki bylby raczej przed-szkolny. Moze sam pomysl sie liczy? Ja nawet sama poczynilam ilustracje do mojego dziela i ona ma nature calkiem dydaktyczna. Prosze bardzo, oto neuron chwile przed uosobieniem w moim krotkim opowiadaniu dydatktycznym:
Poza tym zaplatana w polityke biura postanowilam sie z niej odplatac. Przezylam we wtorek katharsis po rozmowie z sekretariatem. Sekretariat uszu nadstawia, slucha i nie ma problemu z przekazywaniem dalej. Wszyscy lubia plotki i to kolejny dowod na to, ze zycie jest jak szkola, a szkola jest jak zycie (patrz post ponizej). Najwazniejsze to byc ponad plotki. Jak wiadomo, mnie to nawet fiordy z reki jedza, a jak wchodze do lasu to wszystkie sarenki sie zlatuja zeby sie pomiziac, wiec jedynym rozwiazaniem jest byc ponad to wszystko. Zreszta - gdyby Wam fiordy z reki jadly tez byscie doszli do wniosku ze nie warto sie przejmowac. Zadatki na celebryte to ja zdecydowanie mam - srodowisko najblizsze i to calkiem najdalsze lubi sobie o mnie porozmawiac. Gorzej, ze ja nie mam ochoty na swoj temat udzielac informacji. Viva! raczej nie otrzymalaby od mnie informacji o tym jaki lubie papier toaletowy w piatki a jaki w soboty. I co to z tymi fiordami.
Wnioski sa proste - dzieci uwazajcie na okolicznosci. Sarenki w lesie Was nie wystawia do wiatru i raczej maja lepsze rzeczy do roboty niz generowanie plotek na Wasz temat. Biuro jednak... Az by sie chcialo zaspiewac, ze "Dookola dzungla" (wiem, ze porownanie jest banalne i naduzywane).
Lepiej snic przygody ukladu nerwowego nad lasagne domowej roboty i dobrym winem.
Neuron moze i jest fajny, ale fajniejszy sa zdjecia. O maszynie, ktora robi "cyk" bedzie nastepnym razem. Na razie owej produkt maszyny:
Poza tym zaplatana w polityke biura postanowilam sie z niej odplatac. Przezylam we wtorek katharsis po rozmowie z sekretariatem. Sekretariat uszu nadstawia, slucha i nie ma problemu z przekazywaniem dalej. Wszyscy lubia plotki i to kolejny dowod na to, ze zycie jest jak szkola, a szkola jest jak zycie (patrz post ponizej). Najwazniejsze to byc ponad plotki. Jak wiadomo, mnie to nawet fiordy z reki jedza, a jak wchodze do lasu to wszystkie sarenki sie zlatuja zeby sie pomiziac, wiec jedynym rozwiazaniem jest byc ponad to wszystko. Zreszta - gdyby Wam fiordy z reki jadly tez byscie doszli do wniosku ze nie warto sie przejmowac. Zadatki na celebryte to ja zdecydowanie mam - srodowisko najblizsze i to calkiem najdalsze lubi sobie o mnie porozmawiac. Gorzej, ze ja nie mam ochoty na swoj temat udzielac informacji. Viva! raczej nie otrzymalaby od mnie informacji o tym jaki lubie papier toaletowy w piatki a jaki w soboty. I co to z tymi fiordami.
Wnioski sa proste - dzieci uwazajcie na okolicznosci. Sarenki w lesie Was nie wystawia do wiatru i raczej maja lepsze rzeczy do roboty niz generowanie plotek na Wasz temat. Biuro jednak... Az by sie chcialo zaspiewac, ze "Dookola dzungla" (wiem, ze porownanie jest banalne i naduzywane).
Lepiej snic przygody ukladu nerwowego nad lasagne domowej roboty i dobrym winem.
Neuron moze i jest fajny, ale fajniejszy sa zdjecia. O maszynie, ktora robi "cyk" bedzie nastepnym razem. Na razie owej produkt maszyny:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
