Och, sniegu w Anglii spadlo tyle, ze nawet mnie ucieszyla biel dookola. Wszystko jest takie ciche i pieknie biale. Wszyscy wyciagneli aparaty fotograficzne i uwieczniaja to, bo nastepna zima bedzie pewnie dopiero w przyszlym stuleciu. Chyba ze Golfsztorm (Gulfstream?) w koncu przestanie straszyc i sie zatrzyma na dobre. Wtedy przymarzniemy do lozek i zaden grzejniczek nas nie uratuje.
Gdyby nie to ze jest prawie pierwsza nad ranem, to napisalabym wiecej ale rozsadek wola o sen. I slusznie. Spanie jest wazne.
Moony! Napisz mi jak Ci chemia poszla - nie zostawiaj mnie wielkiej niewiedzy.
A jutro moze ulepie jakiegos balwanka zeby uczcic angielski snieg. Swoja droga, to jest bardzo podobny do naszego rodzimego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy o ktorych pisze a powinnam isc spac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy o ktorych pisze a powinnam isc spac. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 lutego 2009
wtorek, 30 grudnia 2008
sobota, 17 maja 2008
Budzikom Śmierć
Jak wszyscy wiemy najlepszym czasem na pisanie notek na blogu jest druga rano, czasu domowego. W koncu gdzies tam na swiecie jest dopiero tea-time albo moze obiad, wiec pora jest calkiem normalna.
Zmeczenie mnie dzisiaj doprowadzilo do takiej ilosci bledow, ze powinnam byla, jak grzeczny pierwszaczek, byc w lozku po Wieczorynce. Nic z tego. Pytanie brzmi czemu? Otoz spanie to ostatni pomysl na jaki sie wpada w akademiku. Zycie sie dzieje za szybko i szkoda czasu na marzenia senne - rzeczywistosc jest duzo bardziej porywajaca. I tak od polowy dawno juz zeszlego tygodnia powtarzam sobie, ze w koncu sie wyspie. Brak snu w polaczeniu z absolutnym przymusem powtorki (sesja niestety sie sama nie napisze...) jest najmniej rozsadnym polaczeniem na jakie ostatnio wpadlam. Koncze to szalenstwo i oficjalnie biore sie za siebie. Rzucam tez diete w akademiku, bo na pewno nie wspomaga szarych komorek - za duzo jest dobrych knajp i ekscytujacych sklepow dookola, zeby jesc ziemniaki z fasola.
Viva la revolucion! (ide spac i nie nastawiam budzika - wyspie sie i zadne trzesienie ziemi tego nie zakloci!)
Zmeczenie mnie dzisiaj doprowadzilo do takiej ilosci bledow, ze powinnam byla, jak grzeczny pierwszaczek, byc w lozku po Wieczorynce. Nic z tego. Pytanie brzmi czemu? Otoz spanie to ostatni pomysl na jaki sie wpada w akademiku. Zycie sie dzieje za szybko i szkoda czasu na marzenia senne - rzeczywistosc jest duzo bardziej porywajaca. I tak od polowy dawno juz zeszlego tygodnia powtarzam sobie, ze w koncu sie wyspie. Brak snu w polaczeniu z absolutnym przymusem powtorki (sesja niestety sie sama nie napisze...) jest najmniej rozsadnym polaczeniem na jakie ostatnio wpadlam. Koncze to szalenstwo i oficjalnie biore sie za siebie. Rzucam tez diete w akademiku, bo na pewno nie wspomaga szarych komorek - za duzo jest dobrych knajp i ekscytujacych sklepow dookola, zeby jesc ziemniaki z fasola.
Viva la revolucion! (ide spac i nie nastawiam budzika - wyspie sie i zadne trzesienie ziemi tego nie zakloci!)
piątek, 26 października 2007
Poddaje sie
26 pazdziernika 2007
00:38
Oficjalnie porzucam nadzieje na znalezienie sie w lozku przed godzina 24
wtorek, 9 października 2007
Misja niemozliwa
Misja dla mnie na dzien dzisiejszy bylo (miedzy wieloma innymi) zgaszenie swiatla i oddalenie sie do krainy Sandmana najpozniej o godzinie 23. Jak mozecie wydedukowac z godziny publikacji tego posta misja nie zostala wykonana. Totalna klapa na pelnej linii poscieli i lozka. Dobrze, ze jutro tez jest i dzien i wieczor. Jest szansa na wczesniejsze spanie.
Poza tym do moich dzisiejszych misji nalezalo odnalezienie sie w trzech zupelnie roznych salach wykladowych, w trzech zupelnie roznych budynkach w zupelnie roznych miejscach.Dwa razy ogarnelo mnie orientacyjno-terenowe zagubienie, a jest to uczucie dla mnie tak obce (bo wyjatkowo rzadkie) ze az nieprzyjemne. I bardzo mobilizujace. Ale niestety nawet mobilizacja i determinacja nie maja szans w zestawieniu z szalonym planem budynkow uniwersyteckich i przede wszystkim wzgorzami i dolinami jakie te budynki dziela. Zeby tutaj sie uczyc trzeba byc zdeterminowanym, wysportowanym czlowiekiem z przczepionym do czola GPSem.
Poza tym do moich dzisiejszych misji nalezalo odnalezienie sie w trzech zupelnie roznych salach wykladowych, w trzech zupelnie roznych budynkach w zupelnie roznych miejscach.Dwa razy ogarnelo mnie orientacyjno-terenowe zagubienie, a jest to uczucie dla mnie tak obce (bo wyjatkowo rzadkie) ze az nieprzyjemne. I bardzo mobilizujace. Ale niestety nawet mobilizacja i determinacja nie maja szans w zestawieniu z szalonym planem budynkow uniwersyteckich i przede wszystkim wzgorzami i dolinami jakie te budynki dziela. Zeby tutaj sie uczyc trzeba byc zdeterminowanym, wysportowanym czlowiekiem z przczepionym do czola GPSem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)