wtorek, 6 maja 2008

More news from nowhere

Mam w pokoju czerwone alieny, znane rowniez jako Creatures - duzy i dwa male. We trojke pieknie ze soba wspolpracuja i produkuja dla mnie tlo muzyczne na najwyzszym poziomie. Oto one:


Poza tym chcialam zauwazyc, ze Moony jest juz prawie na polmetku matur, czyli jest prawie-absolwentem Slowaka. Ja nie dostapilam tego watpliwego zaszczytu, ale jestem dumna z Moony'ego ze po trudnej drodze do tego tytulu podkreslil znaczenie srodowiska i ekologii dla ludzkosci. Widac, ze wyrosnie na ludzi, bo sama matura jeszcze o czlowieczentwie nie swiadczy.

Podobno nowy KOT juz jest i zapraszam wszystkich (tych ktorzy byli i tych ktorych zabraklo) do przeczytania relacji z chorzowskiej wystawy, mojego autorstwa. Dobrze poinformowane zrodla mowia tez o moich zdjeciach, ale jeszcze osobiscie nie widzialam nawet okladki tego numeru.

A teraz ide sprzedawac piwo. Jakze to ambitne, pomyslicie, ale zwrocicie uwage jakze roznorodne sa moje zajecia. Tu napisze reportaz a tu Wam zamieszam drinka. Dodatkowo zmierzylam sie dzis tez z chemia. A jutro robie tiramisu.

sobota, 3 maja 2008

Lenin jest ze mnie dumny

Nie wiem czy juz wspominalam, ze socjalizm trwa i ma sie calkiem dobrze. Jako dowod moge przedstawic jakze zaciete w swej czerwonosci kartki na posilki w moim, jakze kochanym akademiku. Zamiast rozwoju mamy regres i niedlugo wrocimy do czasow handlu wymiennego - ja ci jednego kolczyka - ty mi banana i miske na platki (nie zartuje - miski tez sa na kartki). Kartek mam w chwili obecnej 99 (policzylam), a to oznacza ze jedzac wszystkie posilki wystarczy mi do trzeciego tygodnia czerwca, kiedy to nawet jedzenie w Silesia City Centre bedzie bardziej kuszaca i realna wizja obiadowa. Nie zmienia to faktu, ze do tego czasu stary, dobry (i wiecznie zywy) Lenin bedzie ze mnie dumny - jego idea przetrwala tyranie Stalina, upadek Muru Berlinskiego, przetrwala Fidela Castro (a to juz o czyms swiadczy) i trwac bedzie pewnie wciaz, kiedy w Rosji nastanie demokracja (a to nie nastapi w zadnej, wyobrazalnej przeze mnie lub przez Ciebie, przyszlosci). Lenin moze sobie lezec w mauzoleum spokojnie - w Clifton Hill House, w Bristolu, nikt o nim nie zapomnial.

A na marginesie dodam jeszcze link nie majacy z tym nic wspolnego: http://www.youtube.com/watch?v=QFCSXr6qnv4
Dla nie wtajemniczonych tutaj jest cz.1: http://www.youtube.com/watch?v=Q5im0Ssyyus

czwartek, 1 maja 2008

Moda, szafa i Kazachstan

Mam bluze z kapturem i kangurza kieszonka. Teraz naprawde brakuje mi tylko adidasow zeby stracic reszty stylowej godnosci. Nie zobaczycie mnie w tej bluzie chyba ze to bedzie dzien prania. W adidasach mnie nigdy nie zobaczycie.

Wczoraj Anita padla, gdy rozmawiajac o warunkach w jakich lubie mieszkac, powiedzialam, ze musze miec przynajmniej szafe, jesli nie mam mozliwosci miec garderoby, aby byc szczesliwa. I dodalam "Dolce&Gabbana and hanging rails DON't mix. Full stop." Za nic nie dam sie wcisnac w przyszlym roku do tego pokoiku bez szafy, ale za to z wieszakiem na ciuchy. Na szczescie Anita mnie zna i kocha taka jaka jestem. W garderobie i Calvinie Kleinie. I wie, ze nie jestem az taka zla, jak czasem sie wydaje. Po prostu mam duzo roznych rzeczy i musze je miec gdzie trzymac.

Brzmie jak totalny obywatel Kazachstanu czy innej bylej czesci bylej republiki radzieciej. I trudno - wieszakow nie chce i juz. Jesli komus nie pasuje, to moze ewentualnie mi powiedziec i ja sie tym wielce przejme.

A tak w ogole jest piekny maj za oknem i nawet grad mnie nie przekona ze jest inaczej. Za 44 dni koniec roku akademickiego. A za tydzien koniec zajec. Niech zyje maj!

sobota, 26 kwietnia 2008

Wearing the Inside Out

Slucham Floydow. Udalo mi sie przez trzy piosenki nie myslec o niczym na zewnetrznych poziomach myslenia - byla tylko muzyka. Jest to, moim skromnym zdaniem, ogromne osiagniecie, bo mnie zdarza sie to bardzo rzadko. Mysle od rana do wieczora i czasem niestety nie potrafie od tego zasnac. Myslenie tez mnie budzi zarowno rano jak i w srodku nocy, kiedy wszystkie grzeczne Ciciki jeszcze spia. Jak sie okazuje czasem potrzeba tylko troszke Floydow i proces myslenia mozna troszke zwolnic i wyciszyc. I nawet taka krotka chwila jest bardzo oczyszczajaca.

(na dworze jest pieknie nawet noca. otwieram okno i wdycham swiat wraz z cala jego wiosennoscia, bo wiem jak szybko mi wszystkie wiosny uciekaja)

i ani slowa o niemieckich systemach partyjnych. szzzzzz.

piątek, 25 kwietnia 2008

Nowa, lepsza notka

Podobno jeszcze 10 razy tyle i bede miala na tym blogu napisane 666 notek. Czyz to nie mroczne?

Sa takie chwile kiedy sie czuje jakbym zyla w zupelnie rownoleglym swiecie. Jakby to jakas calkiem rownolegla Olga brala udzial w tym zamieszaniu. Czuje sie soba, ale jakby mniej soba. Nie wiem tylko na czym polega roznica. To najczesciej momenty (dluzsze momenty), kiedy mialam maly kontakt z krajem i rodzina, kiedy wszyscy ludzie z St.Clare's wybieraja sie do Brighton lub do Swindon i kiedy w skrzynce od popoludnia cisza. Wtedy mnie jakos chyba dla zbalansowania tego braku porywa zycie w akademiku i na przemian sie ucze i udzielam towarzysko. Z pol-godzinnej przerwy robi mi sie trzy godzinna i nagle jest za pozno i na nauke i na porzadne wyjscie do jakiegos pubu czy baru. Wtedy tez sobie mysle - ale tu fajnie. I zawsze zapominam dodac "teraz, dzis wieczorem". Bo wiem, ze na dluzsza mete zdecydowanie wole swoja normalnosc, a nie rownoleglosc. Dobrze, ze miewam obie.

środa, 23 kwietnia 2008

Rozstania i powroty

Miesiac po ostatnim poscie powracam. Pierwszy wniosek jaki sie tu nasuwa, to to, ze bylam bardzo dlugo w domu i nie ma sie co smutac - trzeba usiasc i napisac prace o partiach politycznych w Niemczech (1945-2005) i liczyc dni do wakacji. W dniu dzisiejszym jest ich 56. Potem juz tylko slonce, Toskania i blogie, niczym nie zmacone lenistwo. Jest na co czekac.
Niestety w miedzyczasie trzeba sie na nowo zaaklimatyzowac tutaj. Aklimatyzacja, jak juz wspominalam, odbywa sie od razu skokiem na glowke, na gleboka wode, czyli praca do oddania w przyszlym tygdodniu. Ale dobrze, bo jesli sobie tym skokiem karku nie polamie, to mam szanse potem na w miare spokojny term i sesje (hehehe). A poza tym mysl, ze w przyszly piatek bede miala wszystkie prace w tym roku za soba jest motywujaca do pracy. Dodatkowo motywuje mnie piekne slonce za oknem i "Lemon Tree" - nie jest zle, a to podstawa po dlugiej przerwie.

Ide sobie.

sobota, 22 marca 2008

O niesnaskach miedzy-ludzkich, z ktorymi koty nie powinny miec nic wspolnego

Smutne mi sie wydaja wszystkie rozgrywki miedzy ludzmi na tematy, ktore dotycza dobra braci naszych mniejszych, a nie ludzi samych w sobie. Zarzuty o "elity", o wyzszosc i lepszosc jakos tak sa w moim zyciu na porzadku dziennym i tylko przykro sie robi, kiedy pomyslec ze wszyscy kochamy te same koty, a sporow nie potrafimy rozwiazac w ludzki sposob. Najlepsze okazuja sie pomowienia, zarzuty i absolutny brak zdrowego rozsadku.
Swiat milosnikow zwierzat rasowych ma do zaoferowania mase fantastycznych aspektow - dzielenie sie wiedza jest tylko jednym z przykladow. Jednak im dluzej sie ten swiat poznaje tym mniej jest on oderwany od szarej codziennosci. Ludzie, to tylko jednak tylko ludzie.
I tylko koty zupelnie nie obchodzi do jakiego klubu ich wlasciciele naleza. Moze powinnismy z nich wlasnie brac przyklad?

Duende za to jest zadowolona, bo spi ze mna w lozku. I w nosie ma nawet to ze jest Birma. Ba! Ja nawet nie obchodzi za bardzo to, ze jest kotem. Chce po prostu zebym pamietala w calym tym zgielku o kluby, rasy i wystawy, zeby ja nakarmic i wymiziac do spania. A moim zadaniem jest sprawic zeby byla szczesliwa - pod wzgledem zabaw, jedzenia, zdrowia i urody. To nas wszystkich - milosnikow kotow - laczy. Warto o tym pamietac.