Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare zdjecia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stare zdjecia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

2014 hello

Pogoda próbuje nas wywiać (albo wypłukać) z Anglii ale my się nie dajemy. Najwyżej będziemy budować arkę ze wszystkich otrzymanych na Świeta butelek whisky i rumu. Wypijemy je, wypełnimy powietrzem i opatulimy nimi Brunhildę - arka XXIw ze mną, Guru i Cecilem.

Poprzedni rok witałam w Polsce, z prawie-kompletnym zestawem zębów, z jednym kotem, chorym pęcherzem, pierwszym iPhonem i pracując dla Dużej Ponadnarodowej Instytucji. Żegnałam go w Anglii, z mniejszą ilością zębów, z innym kotem, wciąż chorującym pęcherzem, trzecim iPhone'em i pracując dla siebie. W ostatecznym rozrachunku nie mogę narzekać, ale cieszę się, że czas idzie do przodu i powitaliśmy 2014.

Przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego (w Polsce 25 maja), wycieczki po Wielkiej Brytanii, późna Wielkanoc i może lato podobne do tego jakie mieliśmy w Anglii w zeszłym roku. Reszta roku jest nierozpisana i pozostanie niespodzianką do samego końca, czyli aż się nie wydarzy.

Mam nadzieję, że gdzieś po drodze zwanej jako 2014 odnajdę sens i nowy kierunek dla tego bloga. Ostatnie kilka dni myślałam sobie o nim i przyszło mi do głowy kilka myśli - od rozszczepienia go na różne blogi, po totalną przemianę zawartości. Problem z pierwszą opcją to fakt, że rozszczepianie jest generalnie bez sensu - w ilu miejsach w wielkiej sieci można się produkować? Totalna zmiana zawartości byłaby ruchem odważnym, więc najpewniej skończy się tak, jak zwykle - ciszą w eterze i myślami niedokończonymi.

Na koniec zdjęcie jeszcze z 2013. Komputer już nie nowy, ale zdjęcia od wakacji mi zalegają bo poziom samo-dyscypliny technologicznej oscyluje mi w okoliach 23%. Może powinnam jako postanowienie Nowo-Roczne zapisać większą chęć do patrzenia na ekran komputera w czasie wolnym. 

Towards Thurlestone

wtorek, 2 lutego 2010

Biblioteka

Siedze w bilbiotece. Jest to wiadomosc o tyle skandalizujaca ze jest to tak naprawde pierwszy raz kiedy przybylam do biblioteki z zamiarem osiagniecia celow akademickich. Bywam tutaj generalnie jak na studentke nauk humanistycznych (no... scislych spolecznych wedlug tutejszych kategorii) bardzo rzadko, bo wiekszosc potrzebnej mi literatury mam dostepna przez internet (dzieki uczelni za subskrypcje do kazdej publikacji naukowej swiata).

Ogolem lepiej pracuje mi sie u siebie przy biurku albo juz w ogole na lozku. Niestety, ostatnie tygodnie szalonego pisania prac przeroznych spowodowaly ze zaniedbalam swoj pokoj (z wyjatkiem obsesyjnej wrecz obserwacji resztek mojego kwiatka) i wczoraj stwierdzilam ze atmosfera w nim przestla sprzyjac kretywnemu mysleniu i wytwarzaniu prac pierwszej klasy. Pewnie myslicie sobie - moglabys zlapac za odkurzacz i posprzatac albo chociaz poodkladac wszystko na miejsce. Owszem, moglabym. Ale to jest tak fantastyczna wymowka zeby sie nie uczyc, ze gdybym to zrobila prokrastynacja zyskalaby nowa definicje i osiagnela calkiem nowy nieznany jeszcze dotad swiatu poziom. Zeby sie nie uczyc ... posprzatalam swoj pokoj? Coz, robilam to juz nie raz, ale jeszcze nie na taka skale. A poza tym mam ogromna ochote zrobic generalny porzadek razem z szafa, polkami i oknami. Tak mnie do tego wczoraj ciagnelo, ze sie spakowalam i ucieklam do Guru.

Dzisiaj tez postanowilam omijac moj pokoj. Wroce tam wieczorem, kiedy bedzie za ciemno na generalne porzadki. Tak oto wyladowalam w bibliotece. Tutaj nie mam nic co moglabym posprzatac a pracujace dookola tlumy powoduja ze wstyd mi zajrzec na facebooka (chociaz przez chwile tam bylam - pokusa byla za silna). Juz chcialam poukladac na biurku ulotki, kiedy przyszla obsluga bibliotecznej kawiarnii i wszystko zabrala i wyrzucila do kosza. Zostal tylko moj laptop i moje notatki (juz poukladane, bo ulozone pieknie, chronologicznie w zeszycie).

I wiecie co? Wytworzylam dokladnie to co wytworzyc mialam. 1500 slow w niecale trzy godziny (razem z czytaniem i szukaniem!). W sumie mam juz 3 500 ktore jest mi potrzebne na piatek. Jutro tylko je zredaguje i sformatuje i ... voila. Moge sprzatac swoj pokoj do woli. Nie moge sie doczekac.

Z serii starych zdjec:

(wrzesien 2006)

sobota, 30 stycznia 2010

Zycie szalone

Zycie sie zrobilo strasznie szalone i nie mam czasu zapisywac wszystkiego co mi przez glowe przemyka. Ciekawe jest w zyciu to ze im wiecej sie dzieje i ze im wiecej mam obowiazkow, to wiecej mysli zupelnie z nimi (tymi obowiazkami) niezwiazanych mi sie rodzi w glowie. I wydaje mi sie, ze sa to mysli duzo lepszej jakosci niz te ktore produkuje w momentach spokoju w zyciu. Ale moze to tylko zludzenie. Glaszcze moja orchidee, bo jest jej zle. Zostawic ludziom kwiatki na miesiac to nie jest dobry pomysl. Obiecali ze beda dbac i niestety oszukiwali. Ciekawe co by bylo gdybym im zostawila psa. Pies jest nachalny, a kwiatki nie i moze dlatego o nich sie zapomina. Jest mi smutno bo lubilam moje kwiatki i one byly ze mna juz ponad trzy lata, a teraz jest marna szansa na ich odratowanie.

W ramach przerwy od nauki wczoraj zaczelam przegladac swoje pierwsze cyfrowe zdjecia. Okazuje sie, ze zaczelam tragicznie, ale widac bylo ze aparat mnie cieszyl - robilam zdjecia absolutnie wszystkiemu i wszystkim. Fotograf we mnie byl naiwny ze wszystko mu wyjdzie pieknie i ze sepia wystarczy zeby zdjecia byly dobre. Ale jak sie okazuje nie wszystko nadaje sie do wyrzucenia i wytworzylam kilka fotek, ktorych nie powstydzilabym sie teraz.
Prosze, oto listki: