Pokazywanie postów oznaczonych etykietą update zyciowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą update zyciowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 stycznia 2011

Update prawdziwy

Ojojoj, nieladnie panno wlascicielko tego opuszczonego zakatku w Internecie (teraz juz internet mozna pisac z malej, ale ja podkresle swoja niezaleznosc i archaicznosc przez pisanie go z duzej litery). Gdyby istnial jakis kurator do spraw blogow opuszczonych i srodki opieki nad porzuconymi blogami, to moj by sie tam pewnie znalazl. A razem z nim wszystkie zdjecia cicika i swiata dookola cicika (bo przeciez nie mnie).

Eseje, jak zazwyczaj zreszta, pozarly moje zycie. Ale pozarly tylko moje zycie blogowe, bo na wszystkich innych plaszczyznach bylam dosyc aktywna. Wspielam sie na gore w sniegu, tanczylam jak szalona w Sylwestra, bralam udzial w pieczeniu najbardziej ekstrawaganckiego tortu urodzinowego jaki w zyciu widzieliscie, odzyskalam utracone oko, nauczylam sie wisiec na rurze nogami do gory, dostalam piekne lilie, snilo mi sie ze Sophie przejechalo auto, zorganizowalam impreze z winem i kolacja, upieklam brownie i zlozylam jakas tam aplikacje. Poza tym mialam tez PMSa i porzucilam z tej okazji studia, jedzenie i Guru. A jako ze moje talenty nie znaja granic, to udalo mi sie porzucic wszystko to na raz za jednym zamachem. Dobrze, ze byla trzecia nad ranem, bo wtedy administracja uczelni jest zamknieta, generalnie sie nie je, a Guru jest cierpliwe. Az strach sie bac co by bylo, gdybym postanowila wszystko porzucac w godzinach pracy bankow i urzedow. Wtedy tylko most (a most mamy w Bristolu piekny). Zarowno studia odzyskalam, jedzenie sie moim rzucaniem nie przejelo (szczegolnie ze porzucilam rozsadne jedzenie i przerzucilam sie na brownie i popcorn), a Guru dlugo do swojego powrotu nie musialam przekonywac. Czyli happy end dla mojego PMSa. Kurcze, niektorzy to maja wiecej szczescia niz rozumu. A najwiecej maja hormonow.

No, to tylko troche moich osiagniec w ostatnim czasie. W przyszlosci planuje skonczyc jeszcze jeden esej, zaczac prace magisterska, moze znalezc jakas prace (na chwile badz na dluzej), zrobic zdjecia starym aparatem, isc do pubu i zaplanowac wakacje. Niekoniecznie w tej dokladnie kolejnosci. Zaczne od wycieczki na poczte.

A na koniec zdjecie szarego na czarnym, czyli Lolo w pelnej krasie.Lolo jest spektakularnie puchaty i wyjatkowo fotogeniczny. No i ma na imie Lolo. Jak go tu nie kochac, szczegolnie z taka minka?

wtorek, 7 września 2010

Update zyciowy letni

Po dlugiej i jakze obfitujacej w wydarzenia przerwie powracam w ten blogowy balagan z postanowieniem mocnej poprawy wydajnosci i przede wszystkim regularnosci. Internet nigdy nie byl w miesiacach letnich moja mocna strona, ale im na dworze zimniej tym czesciej tu zagladam. Poza tym trzeba dodac, ze moja nieustajaca mobilnosc w regularnym pisaniu nie pomaga. Jasne, w dobie wszystkiego mobilnego polaczenie z www nie trudno znalezc, ale jakos mi sie nie widzi pisanie na iPodzie. Chyba jestem jednak dzieckiem XX a nie XXI wieku.

Nie bede streszczac tych tygodni kiedy mnie nie bylo, bo swiat, czas i cala reszta poszla naprzod. Swiat zreszta poszedl tak ogromnie naprzod ze czasem go nie poznaje. Kiedy juz wydawalo Wam sie, ze niektore kwestie dalej zajsc nie moga - te z uporem robia kolejny krok. I tak wlasnie swiat idzie. Nie zawsze w dobrym kierunku. Nie wszyscy mamy wbudowane w decyzje zyciowe GPSy.

Ale, nie, nie nie - u mnie wszystko calkiem dobrze i nie narzekam. To sa raczej obserwacje ogolno-srodowiskowe, niemajace wiele ze mna wspolnego. Ja jestem lekko opalona, zadowolona i uzbrojona w nowy plaszcz na jesien. Niedlugo bede tez zaopatrzona w nowe sztyblety i bede smigac po polach i padokach.

Na koniec zdjecie - jedno z wielu juz przerobionych. Wiecej jest tych nieprzerobionych, ale powoli sie przez nie przebije.