Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koniec swiata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koniec swiata. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Co z nami bedzie, czyli snieg spadl na Anglie

Anglie nawiedzila chmura sniegu. Najpierw przyszedl mroz i wszyscy straszyli, ze "tysiace umra" a nastepnie spadl snieg ("pol dnia wczesniej!") i nastapil koniec swiata. My (bylo nas wczoraj duzo) jestesmy z kruszcow szlachetnych, wiec pogoda nie przeszkodzila nam pojsc na spacer po wsiach w okolicach Warwick z okazji urodzin Sophie. W celu ogrzania sie zasiedlismy w kawiarnii nad kanalem, a po wyjsciu z kawiarni swiat sie zmienil - wszystko bylo przykryte warstwa sniegu. Zmarzlismy w drodze powrotnej doszczetnie, ale w nagrode byl pub z ogniskiem w jednym pomieszczeniu. Brakowalo tylko typow z pod ciemnej gwiazdy i butter-beer, a juz byloby jak w Harry'em Potterze. 

Snieg opoznil nam pociagi a potem, trzy przystanki od domu, zatrzymal calutenkie metro. Niby system taki udany, a byle snieg go pokonal. Chociaz... tyle sniegu w Anglii nie widzialam przez wszystkie swoje lata tutaj w sumie. I z kim nie rozmawiam, to mowi ze w swoim ponad dwudziesto-letnim zyciu tez tyle nie widzieli. No, chyba ze w Kanadzie, Alpach albo innej Szwajcarii a to sie nie liczy. Anglia jest biala i sliczna i nawet moja okolica, ktorej daleko brakuje do bycia okreslona jako "piekna", wyglada jakos tak bardziej przyjaznie.

Anglicy juz oglosili alarm czerwony i wszystko sie zatrzymalo. Spadlo okolo osmiu centrymetrow sniegu a oni wykupuja podstawowe produkty ze sklepow, dzwonia do siebie pytajac czy moga pozyczyc zapasowe swieczki bo jada w podroz ("a co jesli utkniecie na autostradzie?"). Samochody terenowe jezdza po ulicach jaki mialy sie zaraz rozpasc i szybciej poruszac sie pieszo. Warunki pogodowe okresla sie jako "wrogie" i zaleca sie pozostanie w domu. Ciekawe czy dozyje czasu, kiedy snieg nie sparalizuje Anglii. Nacja nie przywykla do inwazji wszelakich zawsze na obcy wplyw reaguje tak samo - z zupelnie niepodobna do siebie przesada. Niech zyje Anglia!

Na koniec bedzie zdjecie z zimnego, ale nie snieznego Cambridge. Wczoraj odmarzly mi paluszki i nie zrobilam ani jednego zdjecia sniegu w Anglii. Moze dzisiaj popoludniu znajde w sobie zaciecie fotografa i wybiore sie udokumentowac te anomalie pogodowe. Bylebym tylko miala czym wrocic do domu.

piątek, 6 stycznia 2012

Nowy Rok i co do tego ma ryba

Witamy serdecznie w Nowym Roku. Nie wiedziec jak, nie wiedziec czemu nagle nadszedl rok mojego definitywnego konczenia studiow (o tym juz w przyszlym miesiacu), definitywnego szukania pracy (czy znalezienia to sie okaze - jakis suspense tez musi byc w tym serialu o moim zyciu), zadomowienia sie w Londku (o tym wciaz i niezmiennie), powrotu do hiszpanskiego (jakies postanowienia musza tez byc!), mistrzostw Europy a'la Polonaise i Olimpiady za rogiem. Podobno przewidziane sa tez wybory we Francji (good-bye Sakrozy) i ktos wspominal koniec swiata. Dla mnie Olimpiada i mistrzostwa wystarcza - moze wlasnie to Aztekowie mieli na mysli mowiac o koncu swiata. 

Zanim jednak swiat sie skonczy mam zamiar sie tu dalej produkowac. Troszeczke mam objawy znudzenia swiatem cyfrowym i staram sie mniej czasu patrzec w ekran komputera, ale bloga nie porzuce. To jednak najlatwiejszy sposob zapisywania chwilo-mysli. Nie obiecuje Wam (ani sobie), ze bedzie gleboko. Moze bedzie blyskotliwie, moze bedzie przewidywalnie, moze troszke tak jak zwyke. Co tam! Najwazniejsze, ze jakos to bedzie.

Watkiem przewodnim dzisiejszego postu jest Nowy Rok, a Nowy Rok to nowe wizje. Nie naleze do typow robiacych podsumowania (vide wszystkie pierwsze posty w kolejnych nowych latach), ale jesli chodzi o plany to raczej malo kto jest w stanie mnie doscignac. Moim postanowieniem Nowo Rocznym jest odpisac na list, na ktory odpisuje juz od pazdziernika (az wstyd, dobrze ze adresat ni w zab nie posluguje sie polskim. chyba.) i nauczyc sie robic do jedzenia rybe. Warzywa juz znam, choc Londek ciagle mnie zarzuca nowymi (konkurs z nagroda - jak najbardziej lubicie jesc yam?). Krewetki tez. Ale teraz mam zamiar rozwinac sie w kierunku ryby. Rybe lubie i czasem mi jej brakuje. W Kartonie odpowiedz byla prosta - chcesz rybe, idziesz za rog na fish and chips i bylo pysznie. Tutaj wciaz szukam mojego standardowego fish&chips. Sama moze od razu nie bede sie rzucac na ta gleboka wode (nomen-omen), ale od jakichs prostszych rybek i innych zyjatek moge zaczac, prawda. Raz sie zyje! A skoro swiat ma sie skonczyc kiedys w tym roku, to szkoda byloby go skonczyc bez zadnego opanowanego przepisu na rybe.

post scriptum: wszelkie przepisy mile widziane. moony, mowie do Ciebie i Jamie'ego Olivera.

post post scriptum: nie mozna zaczac Nowego Roku bez najlepszych przyjaciol. A juz tym bardziej, jesli maja oni w sobie az tyle uroku ile moj najlepszy przyjaciel. Prosze Panstwa, oto Cicius. Jeszcze w wersji 2011.