Moglabym tez jesc na/za swoje szczescie, bo musze jutro zaprezentowac swoja dysertacje przed tlumem ludzi. Nie byloby w tym nic strasznego gdyby nie to, ze Nieves moja dysertacje rozbila i potlukla we wtorek i ja od tego czasu ciagle zbieram resztki. Dobrze, ze kiedy poszlam z nia o tym porozmawiac okazalo sie, ze wszystko sie da pozbierac i bedzie sie nawet dalo napisac i moze kiedys tez ktos z silna wola samo-zanudzenia na smierc zargonem politycznym bedzie mogl to przeczytac. Trzymajcie za nas kciuki (mnie, dysertacje i Nieves).
(Nieves to moja promotorka, swoja droga. Zapomnialam to napisac).
Acha, chcialam powiedziec ze znalazlam wiosne:


